Świat pędzi do przodu, bez ustanku, bez chwili wytchnienia. Nawet nie może zatrzymać się na momencik, żeby przysiąść na kamieniu i wziąć łyka orzeźwiającej wody. Nic... Biegnie, a ja tylko patrzę jak to wszystko wymyka się spod kontroli. Bo czas. Bo on nie może poczekać. Dlaczego?
Każdy dzień spisuję na straty. Dzisiaj stało się to i to. Dzisiaj nie wyszło to i to. Każdy dzień jest stratny i tak naprawdę niewykorzystany do samego końca. Jeszcze nie przeżyłam chwili, którą mogłabym wydusić jak cytrynkę. Nigdy.
Wystawianie ocen już za mną. Mam święty spokój i mogę wziąć trochę oddechu. To mnie pociesza.
17 stycznia '07