Wywodowo (6)

Nie pamiętam kiedy ostatnio tak się stresowałam. Najważniejszy sprawdzian w semestrze z najważniejszego przedmiotu w szkole to coś, co ciągnęło się za mną od ostatniego miesiąca, czyli czasu odkąd znałam datę wyżej wspomnianego wydarzenia. Wsiadłam do tego cholernego autobusu, wyjęłam swój mega - gruby, szary zeszyt i zaczęłam oglądać jak rozwiązywałam zadania. Ja nie wiem... Czy ja wtedy taka mądra byłam? Trzasnęłam tym zeszytem, powiedziałam sobie nie po czym wysiadłam z pojazdu. Mały papieros (mały, jak mały, zwykły po prostu) przed, a potem sypnął zadaniami. Uszło.
Ogólnie to dochodzę do wniosku, że potworna ze mnie panikara. Czasami to jest niemalże komiczne. M. się nie gniewa. Całą noc SMSowaliśmy na temat kajdanek, śmiechy, chichy i w ogóle, takie tam, farmazony erotyczne. On na zbaku, a ja na stresie - jakkolwiek to traktować.

Ja i Ewelina. Przyjaciółka z czasów gimnazjum. Stanęłyśmy pod latarnią, na zakręcie. Nie celowo, oczywiście, najzwyczajniej w świecie - przypadkiem. Nie wiem jak to zrobiłyśmy, ale stałyśmy w tym miejscu dobre czterdzieści minut i nawijałyśmy jak głupie. O wszystkim... O sukienkach studniówkowych, butach studniówkowych, makijażu studniówkowym, niestudniówkowych pannach, niestudniówkowym piciu i ogólnie o studniówce. Potem nadeszła pora na wspomnienia (skoro mówimy o przyszłości, to dla zachowania pewnej homeostazy należy napomknąć o przeszłości). Permutacje, kombinacje i inne procesy żołądkowo - matematyczne po zjedzeniu wyśmienitej zupy z włosami niewiadomego pochodzenia (prawdopodobnie z torsu kucharza), pryszczaty Włoch oraz obcisłe bokserki Damiana. Oto z czego się śmieją dwie puściutkie dziewczynki, które po dobraniu się do czyjejś skóry nie zostawią na niej suchej nitki. Podłe jesteśmy, prawda? Ale to tylko czasami. Każda kobieta to lubi. Każda jest na swój sposób wredną plotkarą. W tym sęk, że nie każda o tym wie i zdaje sobie z tego sprawę.

Właśnie doszłam do wniosku, że moje notatki pozbawione są jakichkolwiek przemyśleń i kontemplacji. Ewentualnie obmawiam siebie samą lub innych, którzy to tak niszczą moje życie i ogólnie wydają się być do kitu. Szczerze mówiąc - oni po prostu je urozmaicają. Czymże byłby człowiek bez nerwów? To nie byłby człowiek. Trzeba czasami się podenerwować, a najlepiej już na innych.

Na przykład taka Ilonka. Ilonka chodzi ze mną na WF. Jeszcze w zeszłym roku ją lubiłam (naprawdę!). Teraz zaś wydaje się być puściutką panienką ubierającą fajne ciuchy z równie fajnych sklepów, do tego posiadającą idealnego faceta, figurę i cudnie proste włosy i kuszące oczy. Ilonka jest w ogóle naj, naj. Naprawdę. Ja się nie śmieję z Ilonki. Ilonka z równoległej klasy wyprowadziła mnie z równowagi. To znaczy sprawiła, że moja opinia o niej zmieniła się diametralnie i naprawdę przekonałam się, że jest taka, jak to ją opisałam powyżej. Jej snobistyczne zachowanie sprawia, że mam ochotę płakać... Ale ze śmiechu czy istnej głupoty? Czasami coś jest tak głupie, że aż śmieszne. Ilonka jest tak głupia, że aż śmieszna.

W ogóle... W telewizji dzisiaj byłam, regionalnej. Moja szkoła jest sławna. Strajk nauczycieli też. Śmiesznie. Dzisiaj o osiemnastej w TVP3 Wrocław.

9 stycznia '07