Muszę zacząć bardzo brzydko tą notkę. Przykro mi to mówić, ale już rzygam na pana Gdowskiego i Plucińskiego, którzy stworzyli pewien
boski zbór zadań z matematyki. Jutro mam sprawdzian z tych cholernych zadań. Szlag mnie trafia na samą myśl, że jeszcze tyle przede mną a już jest za dwadzieścia dwunasta. Naprawdę mnie to przeraża. No ale nic, zrobię sobie jakąś kawkę czy coś w ten deseń i zacznie się całonocny maraton matematyczny. Ciekawe kiedy padnę, hm?
Dni, kiedy M. nie odzywa się do mnie z pewnych przyczyn są dniami straconymi. Dzisiejszy poniedziałek jest (czy raczej już był bo to zaledwie niecałe dwadzieścia minut mu zostało) dniem straconym. Jest tak koszmarnie stracony, że to aż się w głowie nie mieści (no, oczywiście nie licząc tych hektolitrów wiedzy z matematyki, którą namiętnie wlewam sobie do głowy). A wszystko przez tą moją głupotę. Moją nieograniczoną, wielką, koszmarną głupotę! Jak można być taką kretynką i ochrzanić faceta, że... zasnął! No po prostu aż żal mi dupę ściska jak sobie pomyślę, że mogłam zachować się tak potwornie. Ba! Ja mu jeszcze wytykałam, że się nie stara. A w rzeczywistości stara się tak bardzo, jak nikt nigdy w moim dotychczasowym życiu dla mnie się nie starał. Bo co? Bo nie potrafi mi napisać czułego SMSa, bo to tylko ja to robię? Ach, puknij się durna babo w ten Twój pusty łeb! Ten chłopak robi dla Ciebie, co może a Ty go ochrzaniasz, że zasnął i Ci nie odpisał? Nie będę się usprawiedliwiać, bo to będzie po prostu fałsz. Na moje egoistyczne zachowanie nie ma argumentów. Oprócz tego, że byłam troszkę zaspana. I co z tego? Cholera... To podczas zmęczenia moje procesy myślowe przechodzą na jakieś dziwne, kretyńskie obroty? Co ja zrobiłam...? Głupia! Głupia! A potem dziw, skąd te łzy na poduszce, skąd te cholerne gule w gardle... Zadzwoniłam do niego. Niby nie jest zły i takie tam
gadanie. Na koniec powiedział to swoje:
Trzymaj się ciepło. Brzmiało dość szczerze, acz sądzę, że i tak był podirytowany tym wszystkim. Głupia jestem i tyle. Ale co ja mam na to poradzić, że ja tak zachłannie chciałabym, żeby był obok...? No co ja poradzę na to, że czuję do niego to, co czuję...? Kiedy uczucia sięgają zenitu, to one biorą górę, a emocje wychodzą z nas każdym bodźcem.
Dostałam od niego SMSa. Ja się załamię. Nie... Idę popłakać.
8 stycznia '07