Mikołaj pod choinkę przyniósł mi wór pełen przygód (3)

Najciekawsze Święta w moim dość krótkim życiu. Dwudziesty szósty grudnia, godzina piąta rano - wymykam się z domu do Aleksandra, który mieszka trzy bramy obok. Dość tej monotonii. Namiętny poranek z facetem, którego pragnęłam od dwóch lat wreszcie zrealizowany. Po wszystkim mały kac moralny bo na drugi dzień odbyło się pierwsze spotkanie z M.

M. chwycił mą dłoń a po moich plecach przeszedł większy dreszcz aniżeli przez cały poranek z Aleksandrem. Już nie będę tutaj porówynywać pocałunków bo te od M. były bez porównania lepsze.

- Serduszko puuuuuka w rytmie cza-cza - zanuciła Ewelina spoglądając na mnie zza szklanki dużego piwa z sokiem.

- Oj tam, zaraz serduszko puka! - powiedziałam. Odganiałam dość skutecznie od siebie tą myśl, ale w jednej chwili, gdy przypomniałam sobie dotyk M. w kinie, smak jego ust, zapach na mych włosach od razu spełniały się słowa piosenki. Jedyne co mi się nie podobało w tym spotkaniu to to, że było ono takie krótkie. Następnym raze zaaranżujemy coś dłuższego.

Wczoraj mały powrót do lat, kiedy to się było małym szkrabem i miało się zero większych problemów. Spadł śnieg. Ja z przyjaciółką i P. rzucaliśmy się śnieżkami. Cóż za zabawa. Przednia wręcz, przednia. Potem z Kasią położyłyśmy się pod naszym blokiem i robiłyśmy aniołki. Pysznie, pysznie. Szkoda, że ten cudowny puch już się roztopił i zostało go niewiele.

A M. dzisiaj w pracy... Dlaczego? Dlaczego?

29 grudnia '06