Właśnie wypiłam garnek kawy. Robimy zakłady. O której zasnę? Najchętniej w ogóle bym nie spała tylko ślęczała przez całą noc nad książkami. Tak, to takie moje małe marzenie. Żeby w ogóle nie spać i iść rano do szkoły z worami pod oczami, na garnku kofeinowej ambrozji i bez makijażu. Jeśli chodzi o to ostatnie, to muszę powiedzieć że od pewnego czasu nie mam na to czasu. A to przedziwne jest bo jakiś miesiąc temu rezygnowałam ze śniadania na rzecz
mejkapu. Tak, ja naprawdę czasami jestem próżną blondynką. Nawet na Mikołajki dostałam od Kamili paletę cieni. Czyżby zauważyła, że przestałam się malować, bo jednak wolę wszamać jakąś kanapkę z rana? Może.
Wczoraj spotkałam się z niejakim Jarkiem. Śmiech na sali. Żeby w środku
imprezy prosić kobietę o pożyczenie złotówki a właściwie to poprosić o
danie tej złotówki
bo w końcu postawiłem ci piwo jest śmieszne. Przepraszam bardzo, a czy ja go prosiłam, żeby mi tą Wareczkę postawił? Po prostu podszedł do baru, kupił i mi dał. No coż, no, dzięki wielkie, jestem bogatsza o te pięć złotych i dobrze mi z tym (właściwie to o cztery, bo z dobroci serca dałam chłopakowi tę złotówkę, niech ma i się cieszy). Pomińmy szczegół, że zaproponowałam tego cholernego
Creatora, w którym nie było nawet miejsca do siedzenia a muzyka tak dawała po uszach, że kiedy głupio było mi po raz trzeci mówić
co? po prostu domyślałam się z kontekstu co ma na myśli. No cóż... Kolejny niewypał. Zdarza się. Ale przynajmniej ciekawie było.
10 grudnia '06