O spaniu słów kilka (5)

Mój tryb życia jest zupełnie niezdrowy i przerażający. W tygodniu chodzę spać w środku nocy, a potem wstaję przed szóstą. Na palcach jednej ręki można policzyć ile godzin śpię. Cztery? No... Czasami nawet trzy bo dość często spędzam część wieczoru i kawałek nocy z telefonem w rączkach. Potem pół dnia siedzę w szkole. Kiedy przychodzi piątek, po powrocie ze szkoły kładę się spać i śpię jak suseł. Dzisiaj na przykład przespałam trzynaście godzin. Dłużej niestety nie dałam rady. Pomimo usilnych starań mój organizm krzyczał: dość tego spania! Śniadań przeważnie nie jem, a jeśli już to w pośpiechu (przeważnie biegnąc na przystanek). W szkole faszeruję się niezdrową, niewymieszaną kawą (trzeba chyba jakoś żyć po nieprzespanej nocy, prawda?). Jak nie żal mi pieniędzy kupię sobie jakąś bułkę, którą podzielę się z Kamilą (tak, bo ona często daje mi kanapki). Ale co z tego, skoro w szkole spędzam pół dnia?

Ale ogólnie rzecz ujmując muszę przyznać, że nie jest źle. Jakoś się żyje. Pocieszam się myślą, że już niedługo Boże Narodzenie. Miło jest usiąść z rodziną przy wigilijnym stole. Choć przeważnie nudzi mi się wtedy przeokropnie to i tak jest całkiem sympatycznie. Naprawdę, naprawdę.

A z wtorku na sobotę Mikołajki! Choć jestem już za duża na to święto, to i tak cieszę się jak małe dziecko. Tylko, że pojawi się tutaj subtelna różnica pomiędzy tym co było pare(naście) lat temu, a tym co jest dzisiaj. Będąc dzieckiem, nie mogłam zasnąć z wrażenia (bo przyjdzie Mikołaj/mama!) a teraz zapewne będę tak zmęczona, że padnę jak kłoda, nie myśląc już o żadnych prezentach, niespodziankach, mamach i Mikołajach. Przerażające.

2 grudnia '06