O godzinie siódmej pięć zadzwoniłam, aby go obudzić. Może rzeczywiście coś z tego będzie? Może rzeczywiście, kiedy się spotkamy będzie niczym w krainie mlekiem i miodem płynącej? Co to jest pięć lat? No dobra... Pięć lat bez czterech dni. Szkoda, że nie wiem o której godzinie się urodził. Gdybym wiedziała, to mogłabym z dokładnością co do jednej minuty powiedzieć ile jest ode mnie starszy. Łącznie mamy czterdzieści jeden lat. Rak i Rak. Blondyn i blondynka. Niebieskooka i niebieskooki.
Ogólnie to dzisiejsza informatyka wyniszczyła mnie doszczętnie. Co mnie do cholery interesują stosy w Pascalu? Przepraszam bardzo... Nie zamierzam wykorzystywać w przyszłości swoich
pascalowskich umiejętności (które i tak są dość marne). Siedziałyśmy z Kamilą jak na szpilkach. Ja z telefonem komórkowym w dłoni, a ona liczyła całki (czy raczej przepisywała). Potem
Allegro i oglądanie jakichś szczoteczek elektrycznych,
myszki sześć - dziewięć i ogólnie
kretynizm do potęgi entej.
O kurde.
Ferdydurkowo mi tu.
20 listopada '06