Never, never gooo... - słyszę w radiu.
Nigdy, nigdy nie idź - dobrze powiedziane.
Dzisiaj wszystko leci mi z rąk. W ciągu dwudziestu minut zdążyłam wywalić talerz ze szczypiorkiem, który znajdował się w lodówce. Później spadły mi kanapki, oczywiście serkiem do dołu, a następnie niechcący szturchnęłam butelkę z Colą, która strąciła kubek z niedopitą herbatą. Co się dzieje? Ja się kurde pytam... No co?!
Pogodziłam się z Izą, zintegrowałyśmy się wszystkie u mnie w domu. Piłyśmy grzańca. Izę wzięło na zwierzenia. A ja się po raz pierwszy zakłopotałam. Matkoświęta. Co się dzieje?
19 listopada '06