Szczęściara i inne takie (1)

Ale ja jestem szczęściara. To znaczy w bardzo materialnym tego słowa znaczeniu. Wczoraj, po długim czasie niewidzenia z Kasią poszłam na wieczorno-piątkowy spacer właśnie z tąż osobą. Szłyśmy nowymi chodnikami prowadzącymi do małpiego gaju (czyli placu zabaw, gdzie jest najwięcej huśtawek, zjeżdżalni, i tym podobnych przyrządów do zabawy). Nagle ujrzałam przed sobą coś, co przypominało banknot pięćdziesięciozłotowy. A co najśmieszniejsze? To rzeczywiście było pięć dyszek! Z małym wyrzutem sumienia zabrałam te pieniądze. Pomyślałam sobie jak ktoś musiał cierpieć, gdy nagle zajrzał do portfela czy też kieszeni i nie odnalazł tam swoich pieniążków. Ale cóż... Jedni płaczą, drudzy korzystają.

Popijam grejpfrutową herbatkę z dodatkiem soku wiśniowego. Tak, tak, jak na razie porzuciłam cudotwórczą kawę na rzecz Herbapolu. Zdrowie to podstawa, prawda? Nie ma co niepotrzebnie faszerować się kofeiną skoro można wypić kubeczek ziołowo - grejpfrutowej herbatki.

W środę, czwartek i piątek matury próbne. Jakoś specjalnie mnie to nie cieszy, ale przynajmniej będę wiedziała na czym stoję. No... I oczywiście wcześniej będę w domku z tej chorej placówki edukacji.

A Aleksander? On jest jak wiatr. Wieje, potem przestaje, a potem znów nadchodzi. Aktualnie jest bezwietrznie.

A w ogóle to dzisiaj jedenasty listopada. Bardzo ważny dzień dla Polaków. Święto Niepodległości. I oczywście dzień wolny od pracy.

11 listopada '06