Jest mi źle i niedobrze. Rzucam się z motyką na słońce. Mam dość. Chcę spa(ś)ć. Nie wiem ile jeszcze potrwa ta moja droga krzyżowa. Mam nadzieję, że nie całe życie.
Jest mi okrutnie. Tak bardzo chciałabym kogoś przytulić. Ale w tym domu wszyscy są przeciwko mnie. I ogólnie mieszają mnie z błotem. Ja to ta najgorsza. Od zawsze. Z jednej strony mam to gdzieś, a z drugiej zaś bardzo cierpię momentami, gdy słyszę z ust najbliższych takie określenia jak
darmozjad,
nieuk i tym podobne epitety.
A studia na drugim końcu Polski to całkiem niegłupi pomysł. Może wśród ludzi na Uniwersytecie Gdańskim znajdę jakiś szacunek.
8 listopada '06