Wczoraj nie wytrzymałam i zadzwoniłam do Marcina... Oczywiście nie ze swojego numeru telefonu. Nie wiedząc, że to ja natychmiast odebrał. Spytałam go dlaczego się nie odzywa.
-
Potrzebuję chwili spokoju - odparł. Jego nie interesowało to, że ja się martwiłam, że myślałam, że coś mu się stało. Okej, pomyślałam sobie, już się do Ciebie nie będę odzywać tak długo jak tam sobie chcesz. Pożegnałam się z nim i poszłam spać. Staram się nie skupiać myśli na Marcinie i nawet mi to wychodzi. Zaciskam mocno pięści i bez trudu powstrzymuję łzy. Nie takie rzeczy dzieją się na świecie. Zresztą wczoraj pocieszyły mnie rozmowy z pewnymi osobami. Zresztą ja wiem, że Marcin i tak sam za mną zatęskni, więc czekam, cierpliwie czekam.
Dzisiaj pierwszy września. Jeszcze rok temu płakałam, że praktycznie zaczyna się szkoła. A teraz? Teraz to ja mam jeszcze wakacje i jestem z tego powodu bardzo szczęśliwa. Choć z drugiej strony wolę nie myśleć co będzie się działo jak zacznę studiować. Trochę, a nawet więcej niż trochę się tego boję. Nic dziwnego... W końcu to będzie nowe środowisko, nowa forma uczenia się...
W ogóle to się zdziwiłam. Wczoraj rozmawiałam z Ewą, z osobą, która naprawdę bardzo dobrze uczyła się przez wszystkie lata podstawówki, gimnazjum, a potem liceum. Zdawała na polonistykę i co? I nie dostała się. Aktualnie czeka na wyniki rekrutacji, na zaoczne. Co się z tymi ludźmi dzieje? Kogo nie spytam to wszyscy, że czekają na wyniki rekrutacji... Dziwne. Tylko ja taka zdolna jestem, że poszłam na dzienne? Choć w gruncie rzeczy wcale mnie to nie cieszy i wolałabym iść na studia zaoczne ponieważ w tygodniu mogłabym pracować i miałabym pieniądze dla siebie, ale tak to w życiu bywa, że nie zawsze jest tak, jak byśmy tego chcieli.
1 września 2007 × komentarze (11)
Marcin niespodziewanie szybko za mną zatęsknił... Nie odzywałam się do niego przez calusieńką dobę i co? I już o ósmej rano telefon (akurat z pracy wracał) i tym swoim słodkim głosikiem mówił:
Ja dzwonię, skarbie, żeby ci powiedzieć dzień dobry... A ja nie wiedząc co mu odpowiedzieć, bo doszłam do wniosku, że jakoś tak głupio walnąć
dobranoc z rana odparłam tylko:
dziękuję. Nie wiem co go naszło, ale jego głos był wyjątkowo miły i pełen uczucia. Z uśmiechem na twarzy położyłam głowę na poduszkę i pogrążyłam się w marzeniach.
Wczorajsze niemyślenie o Marcinie szło mi całkiem dobrze. Potrafiłam bez problemu zająć się sobą i tym co się dzieje wokół mnie. Byłam z Emilą na spacerze i długo rozmawiałyśmy na temat tego, że Ola właśnie straciła dziewictwo, że Aleksander jest wręcz idealny jeśli chodzi o wygląd, a Tomek ma cholernie brzydkie zęby, co go strasznie szpeci, a ja do tego powiedziałam, że jest cholernie fałszywy i go po prostu nie trawię (i
vice versa zresztą). Potem jeszcze wyszłam w samotności z psem i zerknęłam do
Marja (osiedlowa restauracja) i ujrzałam Aleksandra. Jestem w dziewięćdziesięciu dziewięciu procentach pewna, że to był właśnie on. Jego fryzura, rysy twarzy i dodatkowo opalona cera... Serce zabiło mi nieco mocniej, ale natychmiast opanowałam to uczucie i poszłam dalej z psem. Pokręciłam się w tych okolicach, aby się upewnić czy to on tam rzeczywiście siedzi i w końcu wróciłam do domu.
Ja nie wiem o co w tym wszystkim chodzi, że z jednej strony kocham Marcina i tylko z nim chcę być, kochać się, całować, spoglądać w oczy, a z drugiej na horyzoncie pojawia się taki Aleksander, który sprawia, że miękną mi nogi. A co jest najśmieszniejsze? Że fakt, iż wyżej wspomniany pan tak na mnie działa nie ma najmniejszego wpływu na to jak bardzo kocham Marcina. Ten temat w zasadzie już poruszałam
tutaj, ale nadal wydaje mi się to takie dziwne. Ogólnie to dochodzę do wniosku, że jestem (jak większość kobiet zresztą) cholernie skomplikowanym stworzeniem jeśli chodzi o uczucia wobec mężczyzn. Ha... Nie tylko względem nich.
2 września 2007 × komentarze (9)
Aleksander jest dziwny. Zmienił numer telefonu i nawet nie raczy mi go podać, bo gdy o to poprosiłam to odpisał tylko:
Taa... Chciałabyś! Po czym nagle spytał dlaczego jeszcze nie ma mojego zdjęcia i poprosił o wysłanie sobie
sexy fotki z wakacji. Emila stwierdziła, że on
jak zwykle myśli tylko chujem. I ma rację, jak każdy facet.
Marcin znów milczy a mnie to znów denerwuje. Odzywa się do mnie średnio co dwadzieścia cztery godziny a ja tak naprawdę chciałabym mieć z nim zawsze kontakt, zawsze dostawać od niego SMSy, a już na pewno zawsze być przy nim... Tęsknię jak oszalała. Za parenaście dni minie już drugi miesiąc odkąd się nie widzieliśmy. Dlaczego ja tak tęsknię? Odpowiedź jest prosta, bo kocham i nic na to nie jestem w stanie poradzić.
Jutro albo pojutrze może zadzwonić ta głupia baba z Impelu, która powie mi, że mam pracę na poczcie. Jednakże szczerze wątpię czy coś takiego się kiedykolwiek wydarzy. Ona ma mnie w głębokim poważaniu, a karteczka, na której zapisała mój numer na komórkę pewnie już dawno gdzieś przepadła. Jest zbyt mała...
Chyba zaraz pójdę pod prysznic a potem pojadę sobie do rynku, usiądę w jakimś McDonaldzie i będę czytać książkę popijając kawę. Nie chce mi się siedzieć w tym domu i w kółko myśleć o tym wszystkim. Co prawda moje myśli już nie są takie męczące jak kiedyś, ale jednak. Może podkradnę aparat mojego taty i spróbuję zrobić jakieś zdjęcia, zobaczymy co z tego wyniknie.
3 września 2007 × komentarze (7)
Dzisiaj wstałam za piętnaście siódma i jakoś przed ósmą tuż przed moim blokiem czekała na mnie Kamila ze swoim Tico. Wieczór wcześniej wypakowałam wszystkie podręczniki, które służyły mi w liceum. Troszkę się tego uzbierało. Wsadziłam je wszystkie do torby podróżnej i zataszczyłam ją prosto do samochodu Kamili. Pojechałyśmy do tej sławnej siódemki i jakież było nasze zdziwienie gdy zauważyłyśmy tegorocznych maturzystów stojących przed szkołą i sprzedających podręczniki. Nie byłoby w tym niczego dziwnego gdyby nie fakt, że stali na zewnątrz! Biorąc pod uwagę, że było jakieś kilka stopni, czyli cholerny ziąb to była po prostu masakra... Do tego ubrałam na siebie jeansową spódniczkę do kolan a pod swój sztruksowy żakiet nie nałożyłam nawet golfu tylko zwykłą bluzkę z krótkim rękawkiem. Myślałam, że zamarznę. Dziwnym był fakt, że w mojej szkole zeszłoroczni i jeszcze starsi maturzyści rozkładali się ze swoim podręcznikami na parterze w budynku. A teraz co? Teraz szanowna pani dyrektor stwierdziła, że możemy pobrudzić nowopomalowane ściany. Kurwa, za przeproszeniem, ale to jest już przecież paranoja! Nie dość, że męczyliśmy się w tej szkole przez calusieńkie trzy lata to jeszcze nie pozwolą nam wejść do środka, żeby podręczniki sprzedać. Potem pani dyrektor (nigdy jej nie lubiłam) z dobroci swojego serca pozwoliła biednym, młodym handlarzom wejść do sali. I co z tego? Ta sala była tak mała, że zapewne nawet połowa z nas by się tam nie zmieściła. Trudno, zostałyśmy na dworze.
Jednak zapomniałam o całym zimnie gdy tylko policzyłam pieniądze, które zarobiłam na sprzedaży książek. Jakieś sto osiemdziesiąt złotych -
wow. Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym zaraz choć odrobiny pieniędzy nie wydała na coś bardzo
pożytecznego czym są jakieś
ciuszki, szmatki, torebeczki i inne dyrdymałki. Nie... Kupiłam sobie trzy pary skarpetek i jeansy. Kamila po pracy chciała, żebyśmy pojechały jeszcze do Galerii Dominikańskiej pooglądać różne rzeczy, ale po jakichś piętnastu minutach zadzwoniła i poinformowała mnie, że jednak nie może bo
cośtam. A to nawet i lepiej. Przynajmniej mam już część kwoty na naprawę mojego aparatu.
Dzisiaj, gdy stałam przed gmachem mojego
kochanego liceum otrzymałam SMSa od Emili. Napisała w nim, że Marysia najprawdopodobniej nie będzie w tym miesiącu pracowała na poczcie i, że chyba mogłabym wejść na jej miejsce. Zaczęłam skakać z radości. Jednak póki co nie ma co zapeszać, muszę się jutro tam wybrać (akurat gdy Emila będzie kończyć) i pogadać z naczelniczką.
Z Marcinem chyba zaczyna mi się układać. Ciężko w to uwierzyć, prawda? Oczywiście to nie jest to, co było kiedyś, gdzie pisaliśmy do siebie po
miliard SMSów, ale ogólnie jest
git. Wczoraj wieczorem przyznał mi się do czegoś, co mnie bardzo zaskoczyło, bo myślałam, że powoli przestaje myśleć o mnie w TEN sposób, a tu proszę... Napisał mi, że ogląda czasami TE zdjęcia, które przesłałam mu jakiś czas temu.
Aż dziw człowieka bierze, że w ciągu jednego dnia aż tyle szczęścia. A najlepsze jest to, że stało się to w momencie, gdy ja już powoli traciłam nadzieję na
lepsze jutro, a tu proszę... Los jednak potrafi robić niespodzianki.
5 września 2007 × komentarze (0)
Poczułam się dziś jak głupek. Emila powiedziała mi, że Marysia prawdopodobnie nie będzie pracować na poczcie, na dziale ekspedycji. Dodała do tego, że jeśli ja chcę wejść na jej miejsce muszę pójść i porozmawiać o tym z naczelniczką. Pełna entuzjazmu pobiegłam dzisiaj na pocztę (już chyba czwarty raz w przeciągu dwóch tygodni...) i gdy tylko weszłam Emila stała w pokoju wyżej wspomnianej pani, do tego Emili mama, która normalnie tam pracuje, w okienku. Od razu usłyszałam:
Nie, nie ma miejsc. Ledwo zdążyłam otworzyć usta a tu już rozwiano moje wątpliwości. Spytałam Emilę czy już kończy i nawet nie usłyszałam odpowiedzi bo Emili mama powiedziała, żebym sobie usiadła na poczcie, gdzie klienci stali w kolejkach do okienek. Wycedziłam przez zęby grzecznie
do widzenia i ze skrzyżowanymi rękoma na piersiach wyszłam z poczty, nie mając najmniejszego zamiaru tam wracać. Powędrowałam kilkadziesiąt metrów dalej i zapaliłam Pall Malla. Byłam zła, nawet bardzo zła. W gruncie rzeczy podejrzewałam, że to się tak skończy.
Właśnie SMSuję z Marcinem. On mnie wciąż kocha, ja jego. Nauczyłam się kochać poważnie, bez nachalności. I jemu jest lepiej, i mi jest lepiej. Czuję się po prostu świetnie, kiedy nie myślę przez pół dnia o tym dlaczego się do mnie nie odzywa, dlaczego nie pisze, dlaczego nie dzwoni, dlaczego nie przyjeżdża, co miał na myśli mówiąc mi to. Zaczęłam myśleć o sobie. Aż dziwne, że tak szybko udało mi się wyleczyć moje toksyczne uczucie. Właściwie to nie wyleczyłam się jeszcze do końca, ale czuję ogromną ulgę. Po naszej rozmowie na Gadu - Gadu dużo myślałam na temat swojego zachowania. Doszłam do wniosku, że jeśli nie będę umiała zmienić swojego nastawienia do Marcina to będzie to oznaczało, że tak naprawdę to nie jest prawdziwa i dojrzała miłość. Jednak udało mi się i teraz wiem.
6 września 2007 × komentarze (4)
Ja go w ogóle nie rozumiem. Wczoraj trochę popił i zadzwonił do mnie. Rozmowa była całkiem miła i normalna (jak na jego stan). Potem pisaliśmy do siebie SMSy, w których to Marcin wyznał mi, że chciałby, żebym sobie kogoś znalazła i go zostawiła. Po przeczytaniu tej wiadomości moja szczęka opadła mi po same kolana. Natychmiast do niego zadzwoniłam i spytałam czy mówi poważnie, czy sobie tylko żartuje. Odparł, że mówi poważnie, bo on na mnie nie zasługuje... Od słowa do słowa stwierdził, że mnie kocha i chciałby, zebym była szczęśliwa, a on tego szczęścia daje mi za mało. Napisałam mu dosadnie, że tylko on potrafi sprawić, żebym była szczęśliwa i jeśli chce, żeby tak było dalej to niech ze mną będzie. Nie odpowiedział nic. Potem wyznał mi (gdy go spytałam), że była kobieta, z którą czuł się lepiej psychicznie w łóżku. Szczerze mówiąc nawet się tym nie przejęłam bo od jakiegoś czasu wychodzę z założenia, że nie muszę być we wszystkim najlepsza, nawet w dbaniu o psychikę mojego faceta podczas namiętnego uprawiania seksu. Następnie dowiedziałam się, że Marcin lubi mój zapach, całować mnie po szyi i bardzo chciałby, żebym była obok niego.
Jaki wniosek? I weź się dogadaj z pijanym facetem, który Cię kocha, i którego Ty kochasz. Niby człowiek pijany to człowiek szczry... Właściwie to niezdecydowany i niezrozumiały.
Ogólnie przestałam się wszystkim przejmować. Podziwiam samą siebie, że potrafię się zdystansować już od tego wszystkiego. Może nie w takim stopniu jak bym tego chciała, ale w dużo większym niż jakieś pół miesiąca temu. Proszę państwa, dojrzewamy, dojrzewamy i jest świetnie.
8 września 2007 × komentarze (2)
Moje życie ostatnio układa się w telenowelę brazylijską. Aż mi się śmiać z tego wszystkiego chce. Ja kocham Marcina, Marcin kocha mnie, ale z tej miłości nie chce ze mną być on nie może mi dać tego, co ja mu daję, ja temu zaprzeczam mówiąc, że to mi wystarczy, on jednak upiera się ze swoim i pisze mi jak to bardzo chciałby, żebym była obok. Emila powiedziała Oli, że podoba jej się Skit, jednak Skitowi podoba się Ola, a przynajmniej taki wniosek sama wysnuła, Ola jest z Fiszerem, ale chciałaby być z Kamelem, który również chciałby z nią być. Ola całuje Skita na oczach Emili, która wkurzona ucieka do innego pokoju i płacze, a potem Kamel odsuwa się od Oli, Fiszer o niczym nie wie i Emila chce mu opowiedzieć.
Wczoraj była impreza, na którą wparowała policja, pijany gospodarz zaczął rzucać się do policjantów każąc pokazać im nakaz, podchodzi do niego wielka, wulgarna dziewczyna i robi dokładnie to samo co on. Panowie policjanci proszą aby wszyscy, którzy nie są zameldowani w tym mieszkaniu opuścili go. Ja, Kaśka i Emila bez słowa wychodzimy, nie chcemy mieć problemów. Wszyscy ci, którzy pyskowali i się rzucali zostali spisani. Impreza skończyła się tak, że gospodarz prawie pobił się z funkcjonariuszem i zabrali go na izbę wytrzeźwień. Połowa imprezowiczów poszła na stację kupić piwo a potem do parku na ławkę, żeby je wypić. Nasza trójka wróciła do domu a Emila bluzgała na
puszczalską Olę.
O Chryste.
9 września 2007 × komentarze (4)
Teraz już wiem, że to wszystko nie ma sensu. Marcin zrobił mi coś, czego nie zrobił mi żaden facet wcześniej. Aż mi wstyd o tym pisać, ale zdradził mnie. Nie tak, jak ja to robiłam... Nie całując inną. Odwiedził agencję towarzyską.
Gdzie ja kurwa miałam oczy?! Chcę się z nim spotkać i wszystko sobie wyjaśnić. Najprawdopodobniej po raz ostatni. Nie mam siły płakać, nie mam siły się przejmować.
10 września 2007 × komentarze (6)
Tak, teraz już wiem, że z jego strony to była zwykła ściema. Nie powiedział tego wprost. Gdy mu się przyznałam, że całowałam się z innym na drugi dzień napisał mi, że był we włoskiej restauracji, że palił blanty, cygara, pił alkohol za pięćset złotych i że już nawet nie myśli o tym, że całowałam się z innym. Ja mu tylko odpisałam coś w stylu, że za to ja nie mogę przestać myśleć o tym, że przespał się z inną kobietą (chciałam jeszcze dodać, że musi mieć naprawdę niską samoocenę skoro kumpel mu płaci za uprawianie seksu, ale się powstrzymałam, bo nie miałam ochoty strzępić sobie nerwów), chyba że to ściema. Odparł tylko coś w rodzaju:
A nawet jeśli to i tak zawsze będę utrzymywał Cię w niepewności. Na co ja tylko, że
gdyby był w burdelu to nie przejąłby się, że całowałam się z innym. Nie odpisał już nic.
Dla mnie było to jednoznaczne. Tym bardziej, że jakoś tak dziwnie lekko mówił o tym jak to było. Zresztą kiedyś też specjalnie walił mi jakieś ściemy. Za dobrze go znam, żeby nie wywęszyć podstępu. Głupek, zmarnował mi praktycznie całą noc i pół dnia. Ale przynajmniej wie, że ja do końca taka święta nie jestem i go tak zupełnie nie idealizuję. Gdy tylko się spotkamy pokażę Marcinkowi pazura. Widać, że mu zależy na mnie. Idiota.
10 września 2007 × komentarze (7)
Nie chce mi się rozpisywać i opowiadać wszystko od początku do końca. Marcin przyznał się, że nie było żadnej dziwki a nasz związek już dobiegł końca. I tyle. Raz płaczę, raz się śmieję. Mam dość.
12 września 2007 × komentarze (4)
Nie mam siły na nic, boję się nocy i zostawać sama w domu. Czuję się jak kaleka, jak niepełnosprawny, który nie jest w stanie poradzić sobie sam z własną ułomnością. Ja nie potrafię opanować sączących się z moich oczu łez. Nie potrafię przestać o nim myśleć... Tym bardziej, że wiem, że mnie kocha, bo mi to napisał. Dzisiaj rano dostałam SMSa, gdzie Marcin pisze mi, że mnie kochał i nie będzie pisał, że czas leczy rany, on je tylko zabliźnia. Dodał, że było mu ze mną cudownie ale jednak czegoś zabrakło... Że przeprasza mnie za to i mimo wszystko mnie kocha. Co to ma znaczyć? Skoro kocha to dlaczego odchodzi?
A ja się śmiałam z tych przygłupich telenowel brazylijskich, gdzie ludzie rozchodzili się pomimo gorącej miłości do siebie. A tu co? A tu dokładnie taka sama sytuacja.
Najgorsze jest to, że gdy widzieliśmy się ostatni raz przed moim wyjazdem z Gdyni obiecywał mi, że przyjadę do niego w sierpniu, że wreszcie pójdziemy na kawę do Józefa K... Ja naprawdę wierzyłam, że jeszcze go pocałuję, będę się z nim kochać, przeżyjemy romantyczną kolację. A tu wszystko poszło w pizdu, bo
jednak czegoś zabrakło. Czego? Pytam... CZEGO?! Ja już nie mogę, nie chce mi się żyć. Co to za życie, bez niego...?
13 września 2007 × komentarze (4)
Nie ma srania po krzakach i płakania. Bierzemy się w garść! Dość tego wiecznego żalu. Dzisiaj balety w Metropolis i mam wszystko w dupie. Gdzie mleczko? Już wyciągam. Ach! Mniam!
15 września 2007 × komentarze (7)
Wczoraj poszłam do Metropolis. Jakoś nie potrafiłam się dobrze bawić. Tak, między innymi przez Marcina. Wczoraj przez pół dnia wszystko było ok, do czasu aż nie poszłyśmy do Metropolis. Tam spotkaliśmy się z innymi, naszymi znajomymi. Pewnie nie tylko ja twierdzę, że było beznadziejnie. Muzyka całkiem znośna... Tadziu podwalał się do Kaśki a mnie zazdrość zżerała, że niektórzy mogą się bawić parami, a ja nie. Jakiś facet podszedł do mnie i zaczął ze mną tańczyć, taki nawet niezły, a ja cała zesztywniałam... Nie to, że nigdy nie bawiłam się z obcymi na baletach. Nie o to chodzi... Po prostu jakoś dziwnie się poczułam.
O dwunastej, niczym Kopciuszek uciekłyśmy z Kaśką z Metropolis. Kaśka dała Tadziowi swój numer telefonu (a to franca, no!). Nawet zdążyłyśmy na pierwszy nocny autobus, który był siedem minut po dwunastej. Idąc drogą obok kościoła zaczął dzwonić mi telefon.
Mama... - pomyślałam i jakież było moje zdziwienie, gdy na wyświetlaczu komórki ujrzałam zdjęcie Marcina. Z lekko drżącą dłonią odebrałam. Po głosie słyszałam, ze i on beze mnie cierpi. Że wciąż mnie kocha... Ale po co to wszystko? Skoro mnie kocha to dlaczego nie chce ze mną być? Powiedzcie mi... Odległość zawsze można pokonać, to tylko fizyka. Wystarczy wsiąść w pociąg i już po kilku godzinach można się rzucić sobie w ramiona, zawsze można się przeprowadzić... Marcin, czego Ci do kurwy nędzy zabrakło? Czego Ci nie dałam?
Eh... Ale już mi się nie chce płakać i nie płaczę. Bo po co? Idę do kościoła, bo wczoraj wieczorem nagle poczułam nagłą potrzebę odwiedzenia tego miejsca. Zawsze jak tam szłam mając jakiś problem on jakby rozwiązywał się sam i wszystko po jakimś czasie dochodziło do siebie. Może i tym razem to zadziała? Zobaczymy.
Piosenki na dziś:
1 i
2
16 września 2007 × komentarze (4)
Ostatnio doszłam do zatrważającego wniosku. Marcin jest chory psychiczne. Nie, nie mówię tego z przekąsem, ironią czy czymś bliskim tym uczuciom. Marcin ma poważne problemy emocjonalne. Nie jestem psychologiem, ale to widać. Ma depresję, uważa, że jest beznadziejny, a wczoraj napisał mi, że jest ubezpieczony, ale po samobójstwie pieniądze wypłacają dopiero za rok... Gdy zaczęłam mu mówić jak bardzo jest ważny odparł tylko, żebym się nie martwiła bo przecież gdyby się rzucił pod SKM to tyle ludzi spóźniłoby się do pracy. Nie wiem już co mam o tym wszystkim myśleć. Napisałam mu, żeby poszedł do psychologa na co on, że nie musi bo doskonale wie co się z nim dzieje i wie, że nie jest okej. Nie wiem co mam robić. Tak bardzo chciałabym mu pomóc, ale on tej pomocy ode mnie nie chce, albo się wstydzi ją przyjąć. Nie przejmowałabym się tym wszystkim tak bardzo, gdyby nie fakt, że fizycznie jest już dorosłym mężczyzną, ma dwadzieścia cztery lata... A nie szesnaście, gdzie dla takiego wieku wyżej opisane zachowanie jest dość klasyczne.
Nie wiem już co mam robić. Nie płaczę bo nie mam siły na łzy. Boję się, że gdy teraz kogoś poznam nie da mi on tyle, ile dał Marcin, że nie będę czuła rozkoszy całując go, kochając się z nim... Ostatnio miałam tego próbkę. Spotkałam się z Aleksandrem a potem prawie kochaliśmy się na tylnim siedzeniu jego samochodu. Brzmi okropnie, wiem... Ale ja po prostu musiałam czymś chociażby na chwilę zaszyć dziury na moim zrozpaczonym sercu. Aleksander nawet po części nie dał mi tyle radości i rozkoszy, ile dawał mi za każdym razem Marcin. Mało tego... Gdy poddawałam się namiętnym pieszczotom Aleksandra cały czas miałam przed oczami Marcina i w pewnym momencie, w myślach zaczęłam powtarzać jego imię. Zaczął całować mój brzuch, moje ciało wygięło się w łuk, ale to chyba tylko taki odruch. Nie miałam ochoty na orgazm, po pewnym czasie cała ochota na seks odeszła, odleciała razem z wiatrem.
Coś we mnie umarło, odleciało nocą razem z piaskiem z plaży - tak brzmi jego opis na Gadu - Gadu. Napisałam mu, że wraz z nim i we mnie coś umarło. Opowiedziałam mu o innych sytuacjach, gorszych niż jego, ale jego depresja przysłania wszystko. Cały świat.
Pomyśl sobie co przeżywa moja mama. Siedem lat temu zmarł jej ojciec, a teraz przygląda się jak umiera jej matka. Tak... Moja babcia z dnia na dzien umiera... - powiedziałam mu a on odparł, że bardzo podziwia moją mamę, że jest cudowna, a szczególnie dlatego, że wydała na świat tak cudowną osobę jak ja... Potem jeszcze napisał, że nie może teraz do mnie przyjechać bo odżyłyby wszystkie wspomnienia i na samą myśl, że pieściłabym go ustami po jego plecach przechodzi dreszcz. Cholera! O co chodzi? Pragniemy siebie, kochamy się, ale nie możemy być razem. Napisałam mu, że powinniśmy zacząć od nowa, że to mu pomoże wrócić do zdrowia, że teraz wszystko będzie inaczej... I dodałam jeszcze, żeby się nad tym naprawdę poważnie zastanowił i nie mówił od razu
nie bo w ten sposób może odebrać sobie jedyną szansę na szczęście.
21 września 2007 × komentarze (5)
Pokręcone to wszystko jak nie wiem co. Marcin do mnie dzwoni, nazywa mnie skarbem lub aniołkiem, a potem mówi, że za mną tęskni. Ostatnio dowiedziałam się, że nie chce ze mną być (to znaczy chce, chce) ponieważ boi się, że ja teraz pójdę na studia, on też, do tego praca i nie będziemy mieć dla siebie czasu. Zganiłam go za to, bo uważam, że owy powód jest denny ponieważ moje i jego studia jeszcze się nie rozpoczęły i skąd on może wiedzieć czy rzeczywiście tak będzie? Dodałam jeszcze, że gdyby jednak tak się stało to wtedy łatwiej byłoby zerwać, ponieważ oboje bylibyśmy mega zajęci i nie myślelibyśmy tak o sobie nawzajem. Ponadto zaproponowałam mu pewne rozwiązanie, które powinien przemyśleć...
Dla niezorientowanych. Ja mieszkam we Wrocławiu, Marcin mieszka w Gdyni. Swoją drogą mój luby (eks-luby? nawet nie wiem) ma koleżankę w swoim mieście, która ma chłopaka w moim. I co? I oboje studiują, i jakoś potrafią być ze sobą. No ale nieważne, kontynuujmy. Wymyśliłam, że moglibyśmy zrobić tak, że widywalibyśmy się co drugi weekend. Nie jest to tak rzadko. Co dwa tygodnie? Dla mnie okej. I wyglądałoby to tak, że raz ja przyjeżdżałabym do niego i raz on do mnie. I to trwałoby do momentu aż on nie skończyłby studiów. Zostały mu dwa lata (pod warunkiem, że pozalicza wszystkie poprawki), a nawet niecałe bo wszyscy wiedzą jak wygląda magisterka. Potem przeniósłby się do Wrocławia, wynajęlibyśmy gdzieś mieszkanie i zamieszkali razem. Znaleźć pracę i dach nad głową w moim mieście to nie jest jakiś większy problem... Tym bardziej, że na Orzechowej jest mieszkanie po mojej babci i stoi ono zupełnie puste. No i gdy ja szczęśliwie zakończyłabym swoje studia to wtedy moglibyśmy zamieszkać już na stałe w Trójmieście lub ewentualnie zostać we Wrocławiu. No i czy to jest jakaś niemożliwa perspektywa? Czy to wszystko jest awykonalne? Czy tak ciężko wpaść na coś takiego? Według mnie wymaga to wszystko odrobiny wysiłku i zaangażowania i wszystko mogłoby pójść jak z płatka. Marcin powiedział, że przemyśli sobie to wszystko.
A w ogóle to wczoraj stałam w Galerii Grunwaldzkiej, przy wejściu i rozdawałam ludizom ulotki. Nie była to wcale taka zła praca, trochę męcząca (bo ile można stać, prawda?), ale ogólnie w porządku. Z uśmiechem na twarzy rozdawałam ludziom dziesięcioprocentowe zniżki do sklepu z biżuterią o nazwie
Aurea (może ktoś z Was mnie widział? hehe). Oczywiście w momencie zarobienia pieniążków postanowiłam część z nich wydać i poszłam do
Forever 18 i szczęka opadła mi po same kolana gdy zobaczyłam, że kolczyki, które zawsze chciałam mieć z piętnastu złotych zostały przecenione na cztery. Niewiele się zastanawiając chwyciłam je i kupiłam. Ach, jakam ja zadowolona. Uwielbiam takie promocje, nie ma co.
W środę spotykam się z Marcinem vol. 2. Ach tak... Pewnie nikt z Was nie orientuje się kimże jest ta tajemnicza persona. Otóż jakiś czas temu wśród internetowej społeczności poznałam takiego oto pana, rok starszego ode mnie, mieszkającego we Wrocławiu. Całkiem miło nam się rozmawia, więc postanowiliśmy się spotkać właśnie w środę. Z góry uprzedza mnie, że jest nieśmiały i nudny. A ja to może śmiała? No... Ale przynajmniej interesująca, ach!
24 września 2007 × komentarze (2)
Generalnie to mam ochotę pójść się napić piwa... Takiego z sokiem malinowym albo jeszcze lepiej - imbirowym. Dzisiaj być może spotkam się z Marcinem vol. 2, ale to nic pewnego, ponieważ biedak się rozchorował, ale mówi, że
nawpieprza się leków, to pewnie pomoże. Wydaje mi się, że znowuż będę miała wyrzuty sumienia. No ale trudno, mam dość siedzenia w domu i dzisiaj wieczorem chcę gdzieś wyjść!
W ogóle to chyba wypadałoby zrobić zdjęcia w jesiennym klimacie. Trudno, zrobię je kompaktem mojego taty. Jak się nie ma, co się lubi, to się lubi, co się ma.
A już w sobotę Dzień Wstępny na uczelni. Nie wiem czy mam się cieszyć czy nie. Boję się. Boję się tego nowego świata, nowej formy uczenia się, nowych ludzi. Boję się, ale chyba bardziej jestem ciekawa tego, co mnie czeka. Już od poniedziałku zapewne rozpocznę zajęcia. Fajnie...
26 września 2007 × komentarze (3)