Każdy jego ruch, gest, spojrzenie spod ciemnej firaneczki rzęs jest niczym sól na rozdrapaną ranę. Działa tak bardzo pobudzająco. I jedynie gdzie tkwi różnica to fakt, iż ten ruch, gest, spojrzenie a nawet czasami dotyk nie boli. I w tym wypadku działa kojąco. Na tyle kojąco, że patrząc na niego dzieje się ze mną coś dziwnego. Mam ochotę zbliżyć swoje usta do jego ust i poczuć ten smak. Ba! Nawet go poczułam tyle, że nie w pełni. Nie tak, jakbym chciała. Było miło. Było bardzo miło. Spotkanie zaproponowałam ja. Nie żałuję. Ani trochę. Bo czego tu żałować? Było rozkosznie. Było tak, jak być powinno.
I tu pojawia się kolejne jesienne zauroczenie. Aż strach pomyśleć co może z tego wyniknąć. Indywiduum niesamowite. Zodiakalny skorpion. Szczery, bezwzględny i zgryźliwy.
- Czym się perfumowałaś bo jak tak zawiewa to mi ładnie pachnie? - spytał, a ja już cała w skowronkach.
Zachowuję się jak typowa nastolatka, która ma radochę z każdego miłego słowa wypowiedzianego z ust jej obiektu westchnień. Bo taka już jestem i doskonale zdaję sobie z tego sprawę.
Oby więcej takich spotkań, oby więcej.
24 października '06