Kolejne problemy

Dlaczego moi rodzice wiecznie muszą mi sprawiać kłopoty z powodu Marcina. Moja dwudziestojednoletnia kuzynka dwudziestego października wyprawia wesele, swoje własne oczywiście. Ja i Marzena spędziłyśmy ze sobą mnóstwo wakacyjnego czasu, pisałyśmy do siebie listy i ogólnie zawsze mocno trzymałyśmy się razem, gdy ja przyjeżdżałam na wieś na długie, długie dni. I teraz z miłą chęcią pojechałabym na jej ślub, ale niestety jest problem... Każdy oczywiście domyśla się jaki. Nie mogę wziąć Marcina bo... I tu pojawia się miliard powodów. On nie jest twoim narzeczonym, to wstyd, żeby jechał do tego starego domu, wiesz jak on wygląda, on jest taki - sraki - siaki, bla, bla, bla, bla..., na co ja odpowiadam, że jadę tam tylko z Marcinem i koniec kropka. Wobec tego moja mama mówi, że to oni nie jadą. Nie? To trudno. Ja nie mam zamiaru siedzieć jak na weselu mojego kuzyna Wojtka i patrzeć na ścianę, w sufit... Co prawda miałam wtedy jakieś jedenaście lat, ale wiem, że teraz zapewne byłoby podobnie. Siedziałabym tylko i myślała sobie o tym jak by to mogło być, gdyby Marcin był tu obok, dlatego zrobię wszystko, żeby jechał ze mną.

Wkurwiają mnie już moi rodzice. Ja chcę sobie z nim pojechać na wesele nie dlatego, że go tak mocno, mocno kocham, ale dlatego, że chcę mieć kogoś, z kim mogłabym się tam dobrze bawić, a nie tylko rodzinę. Jeśli on nie będzie mógł pojechać to i ja nie pojadę, choć z ciężkim sercem, bo moja kuzynka jest mi dość bliska...

A tak zmieniając temat to moja mama trochę mnie zdziwiła. Gdy rozmawiałyśmy o Marcinie mama stwierdziła, że jak pojadą na Kleszczówkę (kolejna wioska) po moją siostrę (aktualnie przez dwa tygodnie jestem sama w domu, och tak!) to on może sobie przyjechać do mnie, że już woli tak, aniżeli miałby jechać na to wesele. Spojrzałam dziwnie na mamę, a ona powiedziała tylko, że mi ufa, że mam rozum i nie zrobię żadnego głupstwa zbyt wcześnie, tak jak ona to zrobiła. I tym głupstwem oczywiście jestem ja, ale to nieważne. W każdym razie zaraz zapytała mnie co wiem o środkach antykoncepcyjnych i odradziła mi zażywanie tabletek, bo to wzmaga apetyt. No proszę... Czyżby moja mama wreszcie zrozumiała, że nie jestem dziewicą i to wcale nie jest takie straszne?


2 sierpnia 2007   ×   komentarze (4)


Być albo nie być? Oto jest pytanie...

Wszystko się wali, czyli co? Nic nowego. Marcin zastanawia się czy chce ze mną być, pomimo tego, że mnie kocha, co ciągnie za sobą tezę, że zależy mu na mnie. Ale co... Ja też tak mam i też zastanawiam się czy ja naprawdę chcę ciągnąć ten związek pomimo mojej niesamowicie mocnej miłości do niego. No co? O co tu w tym wszystkim chodzi? Niektórzy klasną w tym momencie w dłognie i powiedzą: A nie mówiłem, że związek na odległość nie ma szans? A nie mówiłem? Kij Wam wszystkim, pesymiści, w oko. Ja będę walczyć o ten chory związek, ja jestem w stanie zapomnieć wszystkie przykrości, które wypłynęły z niego do mnie. Naprawdę. Nawet napisałam mu dość długi list, gdzie przytoczyłam mu wszystkie wiersze do niego, wszystkie moje zapiski dotyczące jego osoby. Ale co jest w tym wszystkim najśmieszniejsze... Że wśród tych zapisków nie było ani jednego, złego słowa. Dobre, co? Widać tak mi na nim zależy.

Jest prawie wpółdo czwartej po południu. Muszę wreszcie wyjść z tym moim pieskiem... A wcześniej wziąć prysznic i doprowadzić się do jako takiego porządku fizycznego jak i duchowego. Muszę zacząć myśleć optymistycznie i powtarzać sobie, że wszystko będzie w porządku, że to kolejny doł w naszym sinusoidalnym związku, że zaraz będzie dobrze, że pojadę do niego w poniedziałek a tam spędzę najcudowniejsze chwile w moim życiu. Tak będzie, musi.

Kończę już bo postanawiam skończyć z głupokowatymi, miłosnymi uniesieniami.


15 sierpnia 2007   ×   komentarze (4)


Grafomania

Ostatnio usłyszałam, że mój najpiękniejszy wiersz, który rozczulił Marcina to grafomiania. Trudno, jakoś z tego powodu nie płaczę. Jednak wkleję tu kolejny kicz, który możecie sobie zmieszać z błotem. Szczerze? Dynda mi to, to moje, prywatne, z duszy, do mojego M. Choć tego nikt jeszcze nie oceniał.

W dzień i w nocy

Chodzimy razem jak para dzieciaków
za rączkę po ulicy.
Biegamy po śniegu i chlapiemy wodą z kranu.
Gdy chcę Cię pocałować
odsuwasz się jakoś daleko.
O co Ci chodzi?
Przecież mnie kochasz, kochasz
jak oszalały.
Ale to dzień,
niewinny taki i wstydny bardzo.

Gdy noc nastaje kładę się obok,
zamykam oczy,
nie dajesz mi spać.
Czego znów chcesz?
Pocałować?
Przecież nie chciałeś.
Przytulić?
Wciąż powtarzasz, że litości nie potrzebujesz.
Chcesz się ze mną kochać?
Przecież nie chcesz być ojcem,
i gdy coś Cię ogranicza
nie lubisz.

Dotknąłeś mnie.
Nic.
Pocałowałeś mnie
w szyję.
Nic?
Szepnąłeś do ucha czułe słówko,
Nic. Staram się.
Nic!
Twój oddech zagłusza donośny głos
mówiący i mówiący,
krzyczący i krzyczący:
Nic!

Poddałam się, wiesz?
Wiesz.





19 sierpnia 2007   ×   komentarze (5)


PMS

Ja już nie mam do niego siły, naprawdę. Chcę mi się płakać, ale nie z żalu, że znów go nie zobaczę, ale ze złości, że po raz kolejny coś sobie planowaliśmy i nie wypaliło, bo on musi jechać do siebie do domu zajmować się psem. Ale to już nawet nie o to do końca chodzi... Bo miał wcześniej kilka pojedyńczych dni, kiedy mogliśmy się spotkać, ale on wtedy wolał spać. Wkurwia mnie to wszystko po prostu... Nie denerwuje tylko wkurwia. Ten cały związek powoli przestaje mi się podobać. Już mu napisałam, że powinien zacząć dbać o mnie bo drugiej, która go tak pokocha jak ja już może sobie nie znaleźć i taka prawda.

Wszystko mnie denerwuje. Chyba mam zespół napięcia przedmiesiączkowego. Trudno, zdarza się, ludzie muszą to przeboleć i mam to gdzieś.

Wczoraj na pocieszenie kupiłam sobie dwie pary butów i torebkę. Oczywiście wszystko to na placu, wiadomo, bo taniej. Ha... O wiele, wiele taniej. Przynajmniej jakiś miły akcent od ostatnich dni. A... No i jeszcze dostałam zamówienie na szablon, czyli będzie jakaś kasa. Niewielka, bo niewielka, ale zawsze coś. Do tego niedługo powinny wpłynąć pieniążki za statyw, który wraz z trzydziestoma innymi paczkami przepadł i firma ma mi zrobić przelew o wartości mojego statywu. Chociaż napisali mi o tym już dość dawno temu a pieniędzy ani widu, ani słychu. Chyba do nich napiszę bo mnie denerwuje fakt, że na moim koncie widnieje magiczne siedem złotych. To trochę za mało jak na gotówkę do końca miesiąca.


20 sierpnia 2007   ×   komentarze (3)


Nocne myślenie

Nie lubię się czymś martwić, bo wtedy nie potrafię myśleć, naprawdę. Snuję się z kąta w kąt, zastanawiam się nad tym pod jakim pretekstem wyjść z domu, żeby zapalić. Najczęściej wydzwaniam do Emili (właśnie, już się pogodziłyśmy) bądź Kaśki. Ale im już się nie chce słuchać na temat moich problemów z Marcinem...

- Agata, ale wszyscy ci już mówią, żebyś wreszcie coś zrobiła z tym swoim związkiem - powiedziała mi dzisiaj Emila, gdy ja po raz setny skarżyłam się na mojego lubego. Już nawet mojej mamie nie muszę niczego mówić na temat mojego związku, ona bardzo dobrze wie, że coś jest nie tak, jak być powinno. Zewsząd słyszę tylko daj sobie z nim spokój albo ja na twoim miejscu już dawno bym nie wytrzymała. I co ja mam zrobić? Ja go kocham... I on do cholery jasnej mnie też.

Nikt nie rozumie tego, że mi naprawdę cholernie na nim zależy. Mogłam pojechać jutro (a raczej już dzisiaj) z rana do niego, do domu i pobyłabym z nim troszkę, ale po pierwsze - nie mam pieniędzy na pociąg (On też nie...), a po drugie - nie mogę zostawić mojej chorej babci z dwunastoletnią siostrą. I takim cudem jestem uwiązana w tym cholernym domu. Jestem skazana na zmianę pampersów mojej babci, na wysłuchiwanie od wszystkich wokół, że jestem taka, sraka i owaka. Najchętniej wynajęłabym mieszkanie, w którym byłabym kompletnie sama, jedynie cisza otaczałaby mnie z każdej strony. Nie, nie marzę o studenckich imprezach, o tak zwanym mega - chlaniu. Jedyne czego pragnę to chwila spokoju. Taki jeden dzień, kiedy nie myśli się o swoich problemach, o dolegliwościach, o przykrych wspomnieniach, o strachu przed przyszłością...

Tak sobie pomyślałam, że mogłabym pójść na studia zaoczne. Wybrałabym sobie kierunek, który na pewno wiem, że by mi odpowiadał (nie myślałabym wtedy czy po tych studiach miałabym opłacalną pracę czy też nie), poszłabym do pracy, wynajęła mieszkanie i byłabym zupełnie odosobniona od wszystkich. Godzinami czytałabym książki, czasami zaprosiłabym kogoś znajomego na kawę albo piwo. Mogłabym spokojnie wstać rano, pójść na balkon albo otworzyć okno i zapalić sobie. Takie życie mogloby być piękne, szkoda, że tylko trochę nierealne. Ale jak to było w piosence Pidżamy Porno... Nie wszystko co pozytywne jest realne...

Nie wiem co będę robić jutro, nie wiem co będę robić pojutrze. Pewnie dokładnie to samo co wczoraj czy przedwczoraj. Z małą różnicą, że jutro zapewne zjem coś innego na śniadanie aniżeli dzisiaj. I pewnie tak samo będę tęsknić, tak samo (albo i jeszcze mocniej) kochać... Tak samo szaleć, tak samo płakać, tak samo pragnąć...Och... Ileż ja bym dała, żebym mogła położyć się teraz przy moim M. Wszystko... A póki co czeka mnie samotny powrót do łóżka. Idę, dopóki mam siły, dopóki nie płaczę.



22 sierpnia 2007   ×   komentarze (3)


Środowo - czwartkowa noc

Wczoraj rozmawiałam z Marcinem na Gadu - Gadu i stwierdził, że chyba już nie chce ciągnąć dłużej naszego związku i że lepiej go zakończyć. Powiedział, że jak widzi kilkanaście nieodebranych połączeń ode mnie na jego telefonie to go szlag trafia... Zarzucił nawet górnolotną metaforą - czuję się z Tobą jak w klatce. Szczerze? On chyba ma rację... Nie, nie, dalej jesteśmy razem, już wieczorem nazwał mnie skarbem, a rano zadzwonił i przeprowadziliśmy krótką lecz miłą rozmowę. Nie, nie dajemy sobie również chwili przerwy bo ja czegoś takiego nie wyznaję i wyznawać nigdy nie będę, tego mogę być niemalże pewna, bo w związku się jest albo się nie jest i koniec kropka. Stwierdziłam, że on ma rację. Rzeczywiście dość często jest tak, że nie daję mu spokoju i wydzwaniam jak głupia, piszę zrozpaczone SMSy. Powiedziałam mu, że ma rację i muszę to zmienić, zaproponowałam mu również żebyśmy dali sobie kolejną szansę, bo powinnam już wyrosnąć z nastolatki, która chce skraść pierwszy pocałunek (do kogoś takiego mnie porównał). I kurcze, Marcinie, masz cholerną rację. Czas w związek wkładać również rozum i rozsądek a nie samo serce. Czas dorosnąć. Marcin, dziękuję, że się pojawiłeś, bo gdyby nie Ty chyba nigdy w życiu nie podjęłabym takiej decyzji.

Wczoraj poszłam z Emilą zalać wszystkie smutki związane z Marcinem. Bo było smutno, tego nie da się ukryć, że na samą myśl o tym, że mój związek z Marcinem stoi nad przepaścią do oczu zbierały mi się łzy. Ale z racji tej, że pora stać się dorosłym i wziąć w garść postanowiłam nie płakać, jednak dzisiaj w południe nie udało mi się dotrzymać słowa, ale przysięgam, że to ostatni raz, naprawdę...

Ale wracając do zalewania smutków. Wybrałam się z Emilą do Creatora. Wypiłyśmy po dwa piwa, wypaliłyśmy paczkę niebieskich Pall Malli i poznałyśmy dwóch osobników płci przeciwnej, którzy stwierdzili, że mają dwadzieścia cztery lata... Jednak ja odniosłam wrażenie, że to było kłamstewko z ich strony, ale to nieistotne. Znalazło się dwóch samców spragnionych kobiet. Gdy o północy zamykali klub oni zaproponowali nam tak zwane piwo na ławeczce. Razem z Emilą spojrzałyśmy sobie w oczy i zgodnie stwierdziłyśmy, że czemu nie? Poszliśmy na stację i spotkaliśmy dwoje nietrzeźwych młodych ludzi - dziewczynę i chłopaka. Zapytali nas gdzie można kupić coś do jedzenia... A konkretnie fasolkę po bretońsku. Jaki normalny człowiek ma ochotę na fasolkę po bretońsku o godzinie dwunastej w nocy? Nie pamiętam ile czasu wszyscy razem zastanawialiśmy się nad tym gdzie teraz takową można kupić. Wreszcie Emila wpadła na genialny pomysł i wytłumaczyła im jak iść do restauracji Marjo. Na stacji benzynowej kupiliśmy po jednym piwie i poszliśmy na jakieś podwórko. Chłopcy byli już równo wcięci i gadali głupoty, których jakoś nie pamiętam. Wiem, że jeden z nich, który zarzekał się, że ma na imię Ksawery (jakiś fan Wiśniewskiego czy jak?) spytał mnie czy byłabym w stanie zdradzić swojego chłopaka... Odpowiedziałam, że nie. Stwierdził zapewne, że dupczenia nie będzie i odczepił się ode mnie choć później, gdy Emila z Adamem (tamten drugi nam się tak przedstawił) rozmawiali o gorącej sobace (czyli hot - dogu, którego miałyśmy od nich dostać) Ksawery zapytał czy i on ode mnie buziaka dostanie (bo Adam powiedział Emili, że chce coś wzamian jeśli poprosi na stacji o gorącą sobakę). Udałam, że nie słyszę tego pytania bo jakoś nie miałam większej ochoty, żeby go pocałować. No to piękne, ni to inteligentne. Całuję tylko wybrańców.

Na stacji niestety hot - dogów już nie było, więc dostałyśmy po kanapce i kolejnym piwie. Poszliśmy na jakąś ławkę i zrobiło mi się niedobrze. Udałam, że wypiłam trochę piwa z puszki.
- Emila, idziesz ze mną do kibla? - spytałam wiedząc, że wtedy nadarzy się okazja, żeby po prostu prysnąć.
- To może ja z tobą pójdę? - odezwał się nagle Ksawery bo wiedział, że święci się coś niedobrego z naszej strony.
- Ty? Ja wolę z Emilkką - odpowiedziałam zaraz po czym obie wstałyśmy z ławki i poszłyśmy niby to w stronę toalet.
- Uciekamy? - spytała Emila a ja ze śmiechem jej przytaknęłam po czym zniknęłyśmy za blokami. Naprawdę były marne szanse, żeby nas znaleźli bo podałyśmy im nazwę innej ulicy niż tej, na której mieszkamy i do tego była cholerna mgła i tylko mieszkaniec naszego osiedla byłby w stanie poruszać się po naszych okolicach.
- Uwielbiam być taką podłą suką - powiedziałam uśmiechając się.
- No pewnie... Oni mogą nas wykorzystywać a potem zostawiać? To my też możemy! - stwierdziła moja przyjaciółka z wyrazem zwycięstwa na twarzy.
- Pewnie im się dupczyć chciało, dlatego zaprosili nas na piwo...
- Wiem właśnie, ten Adam zaczął mnie po dupie macać. - Z niesmakiem wyobraziłam sobie opisaną przez Emilę sytuację. Koledzy zapraszali nas do siebie do domu, na karty. No cóż... Napiłyśmy się za darmo piwa, zjadłyśmy kanapkę i dałyśmy nogę. Szczerze powiedziawszy niezwykle przepadam z takimi akcjami. Przynajmniej jest śmiesznie.


23 sierpnia 2007   ×   komentarze (4)


Naiwność

Wczoraj nazwałeś mnie swoją małą dziewczynką, a potem mówiłeś, że już nie chcesz, żebym obudziła Cię tak, jak kiedyś chciałeś, przynajmniej na razie. Powiedziałeś również, że kiedyś kiedy się kochaliśmy to czułeś coś więcej aniżeli zaspokojenie potrzeb fizjologicznych, a teraz to nie wiesz co byś czuł... A wszystko przez to, że jednego dnia czytaliśmy od siebie SMSy z niemałym rumieńcem na twarzy, wysyłaliśmy swoje zdjęcia, a potem miałeś zły humor. Zrobiło mi się przykro i użyłam równie przykrych słów. Teraz masz dystans. Przepraszałam Cię z miliard razy, mówiłam, że to nie tak miało wyjść. Ja to mam zawsze cholernie obrzydliwy język. Boże, dlaczego? Czekam aż Ci przejdzie. W końcu przed pójściem spać gdy po raz setny w swoim życiu powiedziałam, że Cię kocham Ty mi na to odparłeś: ja ciebie też tak troszkę, aniołku. Miło mi.

Tęsknię za nim jak głupia. Ale już nie płaczę, a przynajmniej zewnętrznie. Moje uczucia wciaż są zwichrzone, lecz nie tak jak jeszcze wczoraj czy przedwczoraj. Staram się patrzeć na to wszystko optymistycznie.

Skarbie, zmienię się, obiecuję. Przysięgam Ci na wszystko to, co kocham, co uwielbiam i co ubóstwiam, że się zmienię i w naszym związku znów zapanuje ład i porządek. Nie będziesz się czuł ze mną jak w klatce. Ale Ty też musisz docenić moje starania, musisz być dla mnie milszy.

Tak się zastanawiam... Cholera... Jaka ja w tej swojej miłości jestem naiwna. Naiwna jak pięcioletnia dziewczynka, która wierzy własnej babci, że kiedyś wybuduje jej domek kucyków ponny. Kiedyś mówiłam, że mając te kilka czy kilkanaście lat mniej byłam głupiutka i naiwna. Wiecie co? Chyba to się nie zmieniło a nawet pogorszyło bo wierzę w rzeczy coraz bardziej niemożliwe. Ale co z tego. Między mną a Marcinem się poprawi. Tak, na pewno.


24 sierpnia 2007   ×   komentarze (2)


Zamykać oczy, niecenzuralnie!!!

Zjebał mi się aparat i jestem bardzo zła. I kurwa bardzo mocno jestem zła i guzik mnie interesuje, że te wyrażenia są conajmniej niesmaczne i, że kurwa mać jestem wulgarna. Pierdoli mnie to... Zepsuła się rzecz, o którą dbałam jak tylko mogłam i KURWA jestem zła.

Kurwa! Kurwa! Kurwa! Kurwa! Kurwa! Kurwa! Kurwa! Kurwa! Kurwa! Kurwa! Kurwa! Kurwa! Kurwa! Kurwa! Kurwa! Kurwa! Kurwa! Kurwa! Kurwa! Kurwa! Kurwa! Kurwa! Kurwa! Kurwa! Kurwa! Kurwa! Kurwa! Kurwa! Kurwa! Kurwa! Kurwa! Kurwa! Kurwa!


25 sierpnia 2007   ×   komentarze (2)


Dziwny humor mam

Wczoraj z laseczkami oglądałam Bodyguarda i muszę przyznać, że to całkiem ciekawy film. Och tak, Kevin Costner zakrył Whitney Huston swoim własnym ciałem, co sprawiło, że nie ona a właśnie on został postrzelony. Raz, dwa, trzy... Iiii... Płaczemy! Mam już dosyć romansów. Za dużo w nich miłości i seksu, a ja mojego Marcina nie wiedziałam już od ponad miesiąca. I tak się zastanawiam kiedy me oczy ponownie ujrzą jego buziuchnę. W ogóle to on powinien być ze mnie dumny gdyż nie truję już jego seksownego tyłeczka swoimi telefonami i błagalnymi SMSami. Ja z siebie też jestem dumna.

Mam ochotę zjeść bigos, ale jest jeden problem. Nie chce mi się wstać z fotela i iść do kuchni, żeby sobie tę przepyszną potrawę nakładać na talerz i wkładać do mikrofalówki. Leń ze mnie (ale nieśmierdzący bo jakąś godzinę temu wyszłam spod prysznica).

Ogólnie to miewam się dobrze. Nerwy trzymam na wodzy, nie muszę walić ze złości głową w ścianę, nie płaczę za Marcinem i aparatem. No jak już powiedziałam - jest dobrze. Oczywiście biorąc pod uwagę, że wczoraj było koszmarnie ze względu na mój okres, ponieważ całą noc spacerowałam trasą łóżko - toaleta. Ja nie wiem o co w tym wszystkim chodzi, ale było to niesamowicie wkurzające. Ileż można robić siku? Pęcherzu kochany, jak się nie uspokoisz to ci nogi z dupy powyrywam. Szkoda, że pęcherz nie ma nóg, ani dupy.


26 sierpnia 2007   ×   komentarze (3)


Newsy! Newsy!

Primo! Dzisiaj mi i mojemu Marcinkowi mija dokładnie ósmy miesiąc odkąd jesteśmy razem. Nawet napisałam mu przeuroczego SMSa z tej okazji a co on na to? Nic, bo już spał a rano pewnie po prostu nie zdążył mi cokolwiek napisać. Mówi się trudno. Ósmy miesiąc to żadna rocznica, prawda? Ale pomyśleć, że dokładnie osiem miesięcy temu wychodziłam z siebie i nie mogłam przełknąć łyżki rosołu bo stresowałam się przed naszym pierwszym spotkaniem. Nie wiedziałam co ubrać a Kaśka i Izka stały przerażone nad stertą ubrań i marudziły, że nie mam niczego, co mogłabym na siebie włożyć. No cóż... Wtedy nałożyłam czarny golf (bo w końcu to zima była, prawda?) i ciemne jeansy. Było przeuroczo a Marcin psioczył na mój wyżej wspomniany golf, gdyż w żaden sposób nie mógł się dostać do moich piersi. Biedaczek.

Secundo! Z Anglii wraca Aleksander. Powiedziała mi o tym wczoraj wieczorem Emila, gdy zaczęłyśmy rozmawiać na jego temat. Stwierdziła, że zauważyła jego opis na Gadu - Gadu. Boże... Wreszcie! Jak ja się cieszę. Wczoraj to niemalże skakałam ze szczęścia, gdy mi o tym powiedziała. Ciekawe kiedy go zobaczę. Mam nadzieję, że jak najszybciej bo się stęskniłam za tym erotomanem.

I to byłoby na tyle tych wszystkich newsów.


27 sierpnia 2007   ×   komentarze (2)


Choróbsko się szerzy

Wszyscy chorzy. Marcin chory, ja chora, Kaśka chora... Każdy prycha, smarka i szeleści głosem. O co chodzi ja się pytam? Czyżby gwałtowna zmiana pogody spowodowała takie a nie inne samopoczucie wśród społeczeństwa? Prawdopodobnie tak. Właśnie ssam kolejne Septolete (wolę to od Sebidinu, jest lepsze w smaku).

Dzisiaj byłam z Emilą załatwiać pracę. Ona podpisała dzisiaj umowę a ja muszę czekać do jutra na naczelniczkę poczty, żeby się dowiedzieć czy będą jakieś wolne miejsca na wrzesień. Ja muszę iść do pracy bo przecież szału dostanę w tym domu. Siedzę tak bezczynnie już praktycznie od maja... Teraz Emila i Izka idą do pracy a Kaśka wraca do szkoły. No i co teraz? No i ja też muszę sobie znaleźć jakieś zajęcie. Ale mało tego! Ja potrzebuję pieniędzy, żeby naprawić aparat (jak o tym myślę to aż coś mi się robi...). Mam nadzieję, że znajdzie się dla mnie jakieś wolne miejsce na tej cholernej poczcie.

Z Marcinem jakoś jakby lepiej. Po prostu przestałam go męczyć telefonami i SMSami. Rozmawiamy ze sobą raz dziennie przez chwilę, czasami wymienimy się paroma SMSami i w gruncie rzeczy jest okej. Teraz tym bardziej powinnam mu dać spokój bo jest chory i potrzebuje spokoju, żeby wyzdrowieć i przede wszystkim odpocząć od tego wszystkirgo. Kolorowych snów, kochanie.

W ogóle to Aleksander trochę mnie zdziwił. A dlaczego? A no dlatego, że myślałam, że już jest w domu. Ba! Nawet jego samochód widziałam idąc dzisiaj na przystanek tramwajowy z Emilą. Jest oczywiście jeszcze taka ewentualność, że to auto wcale nie musiało być jego. Po prostu... Zielona Honda. W każdym razie wchodzę dzisiaj na GG a tam w jego opisie informacja, że wraca do domu dzisiaj w nocy. Zresztą... Mi to i tak bez różnicy bo teraz i tak nie moglibyśmy się spotkać na jakieś piwo bo jestem chora i nie mam pieniędzy. W gruncie rzeczy on w ogóle nie powinien mnie obchodzić...


29 sierpnia 2007   ×   komentarze (3)


Toxic love

- Przeczytaj sobie "Toksyczną miłość" - powiedział Marcin gdy po raz kolejny żaliłam mu się na ramieniu na jego samego z bliżej nieokreślonego powodu. Byłam dzisiaj w bibliotece.

Do Czytelnika
Jest to książka dla wszystkich porzuconych, nieszczęśliwie zakochanych i samotnych, a także tych, którzy ponad wszystko cenią wolność, duszą się w związku, czują się osaczeni, ograniczeni i nieszczęśliwi.
Dowiesz się z niej o istocie i mechanizmach obsesyjnej miłości, zaborczości, zachłanności i zazdrości, a także o nadmiernej zależności i chorobliwej niezależności oraz o lęku przed bliskością.


Już ze wstępu wiem, że uczucie między mną a Marcinem to po prostu miłość, tyle, że toksyczna... Toksyczna miłość.


30 sierpnia 2007   ×   komentarze (9)


Bo wali się najpierw to...

Dzisiaj doszłam do wniosku, że pierdoli się najpierw to, o co najbardziej dbamy... Ileż ja się męczyłam, żeby zdobyć Marcina i teraz, żeby nie być taką nachalną, a tu co? On się do mnie nie odzywa już drugi dzień. Żadnego sygnału, SMSa, że idzie do pracy... NIC! Nie wiem jak mam to sobie tłumaczyć. W każdym razie postanowiłam poczekać aż się do mnie odezwie sam. Nie będę go maltretować swoją osobą.

Po drugie... Za cholerę nie mogłam znaleźć pracy, żeby zarobić na głupią naprawę aparatu. Dlaczego on musiał mi się zepsuć? Wszystko to, co dla mnie wartościowe powoli zanika. Obok mnie leży stos książek z biblioteki. Toksycznej miłości nawet nie chce mi się czytać bo samo myślenie na temat mojego związku już mnie męczy. Wszystko mnie męczy, z niewiadomych przyczyn.

Rozmawiałam z Aleksandrem. To chyba jedyny pozytywny aspekt moich ostatnich dni. Oczywiście nasze rozmowy były nasycone różnego rodzaju podtekstami, ale to nieważne. Cieszę się, że już wrócił i mam nadzieję, że za jakiś czas wybierzemy się gdzieś razem na Reddsa. Naszego Reddsa... Bo przecież trzeba w końcu odreagować, prawda?

Jeszcze się okaże, że jak zwykle wrócę do punktu wyjścia, czyli do wyżej opisanego osobnika. Od szesnastego roku życia po moich nieudanych miłościach zawsze zaczynałam szaleć za nim od nowa, wciąż od nowa.


31 sierpnia 2007   ×   komentarze (1)