Sklepowe wariacje

Nic tak nie poprawia kobiecie humoru jak dołączenie do kolekcji butów kolejnych szpilek, do szafy kolejnych spodni, wszystko to kupione za cholernie promocyjne ceny. Ponadto po udanych zakupach nic tak bardzo nie cieszy jak wykonanie przez siebie chińskiej potrawy. To znaczy... Moje wykonanie potrawy ograniczyło się do zrobienia sosu z torebki i podanie go samej sobie z ryżem, który już był ugotowany do zupy pomidorowej (na którą nie miałam ochoty bo od pół roku jadam tylko zupy z ręki pani Alinki, już mi zbrzydły).

Marta prosiła mnie, żebym odebrała jej świerszcze ze sklepu zoologicznego, bo jej biedny kameleon będzie głodował. W Galerii Dominikańskiej małe robaczki robiły niemały popłoch, nawet jakieś dwie dziewczyny mniej więcej w moim wieku z przerażeniem spytały co to jest i po co. To im wyjaśniłam. Przywiązałam się do tych obrzydliwych, słodkich robaczków i ciężko było mi się z nimi rozstać. Niestety jednak musiałam. Wręczyłam pudełeczko babci Marty i z uśmiechem pożegnałam się z miłą panią.

Pamiętam, że Marty babcia zawsze tak dobrze gotowała. Kiedyś (jeszcze w szkole podstawowej zapewne) zapomniałam kluczy od mieszkania, więc postanowiłam pójść do Marty. Otworzyła mi jej babcia. Gdy okazało się, że Marty nie ma miła pani zaproponowała mi, żebym weszła i poczekała w domu aż moja mama wróci i będę mogła wejść do domu. Po chwili milczenia przystałam na tę propozycję i weszłam do środka. Marty babcia od razu zaproponowała mi zupę. To była chyba pomidorówka. W każdym razie smakowała wybornie. Do tego zawsze częstowała mnie i inne moje koleżanki, które przyjaźniły się również z Martą ciastem i innymi pysznościami.

Iza chce kupić sobie gorset. Mi już od dłuższego czasu ten pomysł chodzi po głowie. Ciekawe co Marcin by powiedział, prawda? Sądzę, że mogłoby mu się to spodobać. W każdym razie nie spieszy mi się zanadto do tego zakupu... Co innego Iza! Ona to wręcz twierdzi, że musi wydać nawet i czterdzieści złotych na ten gorset bo ona koniecznie musi go mieć. Pewnie dla Serjoży swoją drogą. Biedni są. On mieszka w Moskwie, ona tuż obok mnie. Dzielą ich setki, seeeetki kilometrów. Spotykają się dwa razy do roku. A ja marudzę, że widzę Marcina dwa razy w miesiącu? Och, jakam ja niewdzięczna, przecież los mógłby spłatać mi takiego samego figla jak im. Nie wiem jak bym to przeżyła.


5 kwietnia 2007   ×   komentarze (3)


(Nie)samowita historia

Opowiem Wam dziwną historię. To znaczy dziwna jak dziwna, na pewno niesamowita i połączona z mnóstwem zbiegów okoliczności.

W zeszłe wakacje wybrałam się z moją przyjaciółką do rynku, żeby porobić trochę zdjęć. Jak wiecie zapewne fotografia to moja pasja. Wtedy jeszcze chwyciłam za stary kompakcik, wsiadłam z Kaśką w autobus i zniknęłyśmy.

W samym rynku pstrykałyśmy przypadkowe fotki. No... Może nie do końca przypadkowe, ale na pewno nie były to jakieś zmyślne i przemyślane zdjęcia, które można byłoby wysłać na jakiś konkurs czy coś. Krótko mówiąc, zero profesji. Znalazłam pośród całej sterty obrazków kilka nadających się do wrzucenia na DevArt. Na jednym z nich znajdował się rudowłosy chłopak. W komentarzu napisałam: Jeśli kiedykolwiek zobaczysz się na tym zdjęciu daj mi jakiś znak...

Szczerze przyznam, że nie liczyłam na to, że odnajdę tego kogoś. Tekst ten był bardziej żartem lub po prostu zwykłym komentarzem informującym, że osoba ta znalazła się na fotografii zupełnie przypadkiem. Po długim czasie dostałam e-maila od pewnej osoby, że na zdjęciu najprawdopodobniej znajduje się Szymon, który także ma konto na Deviantartcie. Zdziwiłam się niesamowicie. Przyjrzałam się zdjęciom i stwierdziłam, że to chyba nie on. Po kilku miesiącach wróciłam do tego zdjęcia i doszłam do wniosku, że są podobni, nawet bardzo. Napisałam do Szymona. Okazało się, że to właśnie on. Wśród milionów ludzi znalazłam tego, który jest na zdjęciu.

Śmiesznie, prawda? Ale kto mówił, że życie nie jest śmieszne?


9 kwietnia 2007   ×   komentarze (2)


Kocham

Kocham miłością zaborczą i nic na to nie poradzę. Ważne, że w ogóle kocham. Ważne, że kocham tak bardzo, że życ bez Niego nie mogę. Co z tego, że zaborczo.

Po prostu kocham.


11 kwietnia 2007   ×   komentarze (2)


Zazzzdrość

Ostatnio doszłam do wniosku, że trzeba się mniej przejmować życiem. Nie to, że w ogóle, ale mniej. Trzeba również puścić coś z czasem i pozwolić aby to właśnie on sam coś zdziałał. Nic na siłę. Nic za wszelką cenę.

Do tego nie złościć się gdy tylko zobaczy się zdjęcie byłej w telefonie ukochanego... Które, notabene zrobiła sobie sama, a drugie jest takie nijakie, ni w pięć ni w dziesięć. Po co mam się tym przejmować? Jak mu się znudzi patrzenie na moje zdjęcie to popatrzy sobie na zdjęcie tej poprzedniej (policz spokojnie do dziesięciu i nie rozwal monitora...).

Ponadto nie wolno pozwalać organizmowi na nerwową reakcję, gdy słyszy się imię byłej ukochanego. Nie wolno zwracać uwagi na to, gdy coś tam o niej mamrocze. Choć mamrocze coraz mniej bo doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że drażni mnie każde wspomnienie na jej temat. Tym bardziej, że do niedawna nazywał ją tak samo jak mnie. Teraz już jej tak nie nazywa. A dlaczego? Bo ze sobą nie rozmawiają (i tu na mojej twarzy pojawia się ogromny uśmiech).

Przeczytałam Intymne przygody londyńskiej call girl. Książka przesycona seksem i erotyzmem. Jednakże nie w sposób taki jak większość książek o podłożu erotycznym. Tutaj bohaterka seks traktuje bardziej przedmiotowo. Dziwne. No dziwne jak dziwne! Jak się tyle razy to robiło, z tyyyloooma partnerami to w końcu seks staje się tylko ludzką potrzebą, bez większych emocji. Ot, pieprzyłam się z facetem. Miałam fajny orgazm. Spuścił mi się do buzi. Mniami. Ciekawe kiedy ja zacznę tak otwarcie mówić. Chyba nigdy, choć perwersyjnych sytuacji nigdy nie za dużo. A jak!


11 kwietnia 2007   ×   komentarze (2)


Trzepak

Trzymając się za ręce szli razem w kierunku parku. Ona z obolałą głową raz po raz dotykała się w okolicy skroni czy po zderzeniu z trzepakiem jest już guz. On wciąż się z niej śmiał, Ona zaś nerwowo spoglądała i warczała w Jego kierunku, bo przecież jak On może się z niej nabijać? Przecież Ją boli! Oparła się o skrzynię, gdzie kiedyś znajdował się piasek. Poprosiła aby wyjął jej pomarańczowego Pall Malla. Wciąż miała łzy w oczach. On śmiał się pod nosem tłumacząc Jej, żeby spojrzała na tą sprawę obiektywnie...

- Aniołku, a jeśli ty szłabyś sobie ulicą i zobaczyła jakiegoś pana, który wali głową w latarnię albo jakiś słup to byś się nie śmiała?!

Wyżej wspomniany aniołek zastanowił się przez chwilę zaciągając się papierosem. Doskonale wiedziała, że pewnie ryknęłaby niepohamowanym śmiechem, który mógłby zakończyć się leżeniem na asfalcie, trawie, ziemi czy czymkolwiek innym.

- Nie wiem, pewnie tak - odparła wyobrażając sobie taką sytuację. - Ale to nie znaczy, że musisz się ze mnie śmiać - dodała patrząc ślepo przed siebie. Jej dłoń znów powędrowała w okolice skroni. Bolało. Nie potrafiła znieść myśli, że śmiał się z Niej, że Ona cierpi, a on się po prostu cieszy!

- Ale ja się nie śmieję z ciebie... - powiedział najmilszym tonem, na jaki było go stać.

- No pewnie, że nie ze mnie! Z zaistniałej sytuacji - warknęła. - Przed chwilą paliłeś - dodała gdy zauważyła, że On wyciąga kolejnego papierosa. Poczęstowała go tym, który aktualnie paliła.

- Oj aniołku... Wcale nie... - Przytulił Ją do siebie. Ona jednak syknęła bo na głowie powstawał guz, który bolał niemiłosiernie.

- Boli! - Jednak po pewnym czasie przestała zwracać na to uwagę. Przypomniała sobie jak po incydencie od razu wtuliła twarz w Jego klatkę piersiową, zanosząc się przy tym głośnym szlochem. To był odruch... Uderzyła się w głowię po czym pierwsze co, to po pomoc ruszyła w Jego kierunku. I choć śmiał się z tego, co zobaczył, to i tak pozwolił Jej wylewać łzy na swój sweter.


12 kwietnia 2007   ×   komentarze (0)


Głupi dialog

A: Stara...?
K: Co?
A: Swędzi mnie pięta...
K: No i?
A: Co to oznacza?
K: Że jesteś w ciąży...
A: Aha...


16 kwietnia 2007   ×   komentarze (1)


Egoizm powraca!

Właśnie przeczytałam na swoim starym blogu taki oto fragment notki:

4 maja 2005 r.
Ledwo skończył się jeden weekend a już rozpoczął się następny. Po czterech dniach słodkiego lenistwo trzeba było wrócić do szkoły ale nie na długo, bo tylko na jeden, jedyny dzień! I teraz kolejne cztery, piękne, długie (mam nadzieję) dni. Już nawet nie obiecuję sobie, że będę się uczyć czy coś pod ten deseń, wiem, że będę spała bardzo długo a potem w ciągu dnia odbędzie się zabawa w "couch potato". Wiem, że niektórzy wtedy będą się stresować na maturach ale cóż. Ja żyję chwilę i jestem okropną egoistką.


Czy wierzycie w to, że zło i tak prędzej czy później do nas powraca? Bo ja właśnie zaczęłam. Jakieś dwa lata temu wylęgiwałam się w łóżeczku nie przejmując się zupełnie niczym (no, może skąd wziąć kasę na piwo). A teraz? Teraz to ja się modlę, żeby ten maj minął jak najszybciej i jak najpomyślniej, a potem, żeby mnie na studia przyjęli. Ale czerwiec i tak będzie najpiękniejszy. Dlaczego? A dlatego, że jadę do Marcina. Mama mówiła, że pojadę dopiero jak się gdzieś dostanę, ale tak szczerze powiedziawszy średnio interesuje mnie jej zdanie w tej kwestii. Już jej wytłumaczyłam, że znam metody antykoncepcyjne i że nie ma się czego obawiać jeśli chodzi o sprawy intymne. Dodałam, że póki co to w ciąży nie jestem. Jak widać moja wiedza jednak jest coś warta.

Zamówiłam przez Internet trochę koralików, bigle, druciki i inne takie przyrządy do tworzenia kolczyków z serii handmade. Ciekawe co mi z tego wyjdzie.

W ogóle to przez ten tydzień nie zrobiłam żadnego ambitnego zdjęcia. Oczywiście nie licząc jakiejś śmiesznej sesji, na której jestem ja i wiekowe okulary ze starego domu (bo nowy jest u nas) mojej babci. Oczywiście przeciwsłoneczne okulary, które nie mam pojęcia do kogo należały.

W piątek zakończenie roku szkolnego. Dziwnie się czuję. Z jednej strony się cieszę i jestem dumna, że przeszłam te trzy lata... Że przeżyłam tą drogę przez cierpienie i inne takie farmazony. Ale gdy tak w piątek wspominałam z Kamilą minione lata to trochę żal mi się zrobiło na myśl, że te chwile już się nie powtórzą i że będzie dość niewiele okazji, żeby ewentualnie mogłyby wydarzyć się podobne... Szkoda no.


22 kwietnia 2007   ×   komentarze (1)


Z serii głupoty

A: A jaka surówka?
M: A jaka może być najlepsza surówka do frytek i schabowego?
A: Ketchup.


22 kwietnia 2007   ×   komentarze (3)


Maj się zbliża

No i zaczyna się ta cała przedmaturalna nerwówka. Wszyscy cieszą się, że już jutro zakończenie roku szkolnego, że wytrzymali przez te dwa lata w TEJ szkole... No i ogólnie panuje radość, bo już jutro dostaną swoje własne, prywatne świadectwo do rączek i ogólnie... O cholera, kawą się zakrztusiłam wypluwając na talerzyk to, co mi zostało w ustach. O cholera, cholera... Trzeba sprzątnąć! No dobra... Już! W każdym razie muszę dzisiaj zabrać ze szkoły swój strój z WFu. Nienawidzę targać tego wora ze śmierdzącymi spodniami i koszulką. Ale cóż, trzeba.

Ogólnie to moja mama twierdziła, że nic nie potrafię z biologii i nie zdam z tego matury. Stwierdziłam, że skoro tak sądzi to niech mnie o coś spyta. Spytała. Odpowiedziałam na wszystkie jej pytania (w jednym się pomyliłam, ale tylko w jednym), co mój tato skwitował krótkim: Widzisz jak wszystko ma obcykane?! Przynajmniej już nie będzie łazić za mną i marudzić, żebym się wreszcie tej biologii pouczyła, a gdy jej mówię, że przecież się uczę, to twierdzi, że nie widzi tego. Mamo kochana, otwórz oczy, to zobaczysz. Pierwszy egzamin już czwartego maja, w następny piątek.

Korzystając z chwili wolnego zażywam uciech cielesnych i uczęszczam (to znaczy na razie byłam raz) na solarium, kupuję nową bieliznę, perfumy, błyszczyki, czytam reportaże Wojciecha Tochmana w Schodów się nie pali a z lekcji to chodzę tylko na matematykę. Ogólnie to jest bardzo przyjemnie, nie narzekam. Jeszcze tylko modlę się, żeby Marcin odwiedził mnie podczas długiego weekendu... Mielibyśmy dużo czasu tylko i wyłącznie dla siebie.

Ogólnie to nie mogę doczekać się końca maja (choć jeszcze się nie zaczął).


26 kwietnia 2007   ×   komentarze (2)