Sesyjne urodziny (4)

No cóż... Przyznać muszę, że tegoroczna sesja letnia wcale nie była taka tragiczna jak myślałam, że będzie. We wrześniu dwie poprawki - chemia i fizyka. Biorąc pod uwagę, że miałam jakieś sześć egzaminów to nie jest tak źle (ale w tym jakaś etyka i informatyka). Jednak pomimo to złożyłam papiery na Uniwersytet Ekonomiczny na inżynierę i zarządzanie produkcją. Dzisiaj pan (u którego składałam papiery) powiedział mi, że raczej się dostanę. Trochę tak głupio, bo będę uczęszczać na zajęcia, na Uniwersytet Ekonomiczny tylko wtedy, jeśli zawalę komisa z chemii organicznej we wrześniu. Tak się zastanawiałam czy może jakoś pociągnąć dwa kierunki? W pierwszym semestrze i tak będę się nudzić bo w końcu będzie tam wszystko, co miałam na technologii żywności. Może część mi przepiszą? W końcu zaliczyłam sobie maszynoznawstwo, matematykę... Miło by było, nie powiem.

Pierwszego lipca Michał miał urodziny. Dostał ode mnie koszulkę z C&A i grafikę, o której wcześniej wspominałam. Ucieszył się i może nawet trochę wzruszył. Gdy mnie całował poczułam coś więcej aniżeli fizyczną przyjemność. I nie to, że z mojej strony lecz z niego. Już nie jest tak jak kiedyś, że mówiąc o planach na dalszą przyszłość dodawał: jeśli wciąż będziemy razem. Teraz jest, że może wybierzemy się razem na wakacje, że jak wyjedzie do Belgii to przecież wróci, a jak nie to mnie ściągnie tam. To chyba coś zdecydowanie poważniejszego aniżeli zwykły romans. No cóż, w końcu to już magister inżynier, dokładnie wczoraj się obronił i otrzymał dwie oceny bardzo dobre. Oczywiście przyszłam do niego szczerze mu pogratulować. Mam mądrego faceta i jestem z niego dumna, ot co! Wczoraj powiedział, że jedzie na Kubę, ponurkować. Chciałabym pojechać z nim, ale jedną osobę taki wyjazd kosztowałby jakieś dwanaście tysięcy złotych, do tego życie na łódce i nurkowanie. Najchętniej powiedziałabym, żeby nie jechał, żeby został ze mną, we Wrocławiu, ale nie mogę mu zabronić robienia czegoś, co uwielbia. Jeśli chce, to niech jedzie, tylko musi przywieźć mi stamtąd koniecznie jakiś prezent, o! Ale pewnie wynagrodziłby mi to innym wyjazdem.

Jakiś czas temu, podczas podróży autobusem usiadł obok mnie pan koło czterdziestki. Najpierw zapytał czy ten autobus jedzie na Kuźniki, powiedziałam, że tak. Później spytał czego słucham (na uszach miałam słuchawki), odpowiedziałam mu. Nagle wyjął swój odtwarzacz i przeprowadził ze mną śmieszny dialog. Opowiadał, że jego odtwarzacz mp3 ma jakąś dziwną baterię i cały czas się wyłącza, że to chyba jego kuzyn ją zużył. Potem zaczął się chwalić, że jego mp3 można podłączać do komputera. Śmiać mi się chciało, bo przecież każdy można. Później dopiero przyznał się, że zagadał do mnie, bo ja taka śliczna jestem. Że mam takie ładne blond włosy, że inne blondynki to się wywyższają, a ja nie, że mam iskierkę w oku, że moja masa ciała do mnie pasuje, że jest piękna i dla niego jestem szczupła (na co ja: Hahaha! No bez przesady!). Kadził mi tak przez pół drogi a potem żegnając się ze mną życzył szczęścia w życiu. O dziwo nie był to żaden pijak ani temu podobne stworzenie, tylko całkiem normalny facet, któremu w życiu się nie ułożyło (kobieta, z którą był przez pięć lat wyjechała z Włochem) i szuka szczęścia wszędzie, gdzie się da. W gruncie rzeczy dziwnie się czułam słuchając zupełnie obcego mi człowieka, a z drugiej całkiem miło było, na pewno nie mogę tego uznać za jakieś negatywne wspomnienie.

3 lipca '08