Po długiej nieobecności znów jestem (7)

Dawno mnie tu nie było - wiem. Dlaczego? Sama nie wiem, chyba zabrakło mi chęci na opisywanie swojego życia, które wciąż się ciekawie kręci wokół pewnych wartości jak nauka czy też uczucia. Zaliczyłam wszystkie ćwiczenia oprócz chemii, ta czeka na mnie we wrześniu. Podczas ostatnich zajęć zdałam sobie sprawę, że ja tych ludzi nie mogę od tak sobie po prostu opuścić. Nie to, żebym była jakoś szczególnie związana z nimi emocjonalnie, ale w jakiś sposób na pewno. Że Karolina rezygnuje to wiem na pewno, a szkoda, bo zgrana była z nas para. Postanowiłam stawić czoła tej nieszczęsnej chemii. No bo skoro udało mi się pozaliczać inne przedmioty (jutro egzamin z fizyki!) to dlaczego chemia miałaby nie wyjść?

Kiedyś Kamila powiedziała mi, że przed problemami nie można uciekać, że trzeba z nimi walczyć. I tutaj właśnie sytuacja z chemią organiczną jest idealnym tego przykładem. Dlaczego? A no dlatego, że w gruncie rzeczy to ze względu na to chciałam zrezygnować ze studiów. Ale rok w plecy, nowe środowisko... To wcale nie jest jakaś szczególnie optymistyczna wersja wydarzeń, wcale mi się to nie uśmiecha! Będę się uczyć w wolnych, wakacyjnych chwilach chemii (jak to strasznie brzmi!) i pójdę we wrześniu, i ją zaliczę...! Zobaczycie! Ale tak awaryjnie to złożę papiery na Uniwerystet Ekonomiczny, no bo co jak mi się nie uda? Rodzice chyba zabiliby mnie i ja sama nie miałabym za bardzo co z sobą robić.

To śmieszne, ale już za nami połowa czerwca. Dlaczego ten czas tak szybko leci? Ja jeszcze pamiętam Sylwestra w Sopocie, przy zmywaku, pamiętam jak płakałam za Marcinem, jak przeżywałam rozstania... Pamiętam jak jeszcze nie miałam kolczyka w brodzie, jak jeszcze nie znałam Pana G., jak jeszcze nie znałam Michała, jak jeszcze nie wiedziałam, co będzie się działo w moim życiu. Przez te pół roku nastąpiła rewolucja. Czy się zmieniłam? Owszem, i to bardzo. Chyba jeszcze nigdy nie nastąpiła we mnie taka wewnętrzna, gwałtowna (i zewnętrzna swoją drogą też) zmiana. Teraz podchodzę do wielu spraw zupełnie inaczej, mam inne upodobania, myślę też nieco inaczej. Szczerze? Cieszy mnie to przeogromnie, bo z moim aktualnym ego czuję się znacznie lepiej, naprawdę.

W środę moi rodzice wyjechali do Warszawy, mama miała jakieś sympozjum (nawet nie wiem dokładnie czego ono dotyczyło), więc nie było ich przez całe trzy dni. Musiałam wykorzystać ich nieobecność i pojechałam pierwszego dnia do Kamili. Nie, nie do niej do domu, tylko do jej siostry, której oczywiście tam nie było. Zostawiła Kamili pod opieką swój dom na snobistycznym osiedlu, na krańcach naszego pięknego Wrocławia. Byliśmy w trójkę - ja, Kamila i Pan G. Siedzieliśmy do późnej nocy i piliśmy alkohol. Ja, jedząc Merci i popijając jakieś kanadyjskie (?) wino uczyłam się języka francuskiego.
- O stara, normalnie francuski klimat mam! - powiedziałam śmiejąc się i w myślach powtarzając kolejne słówka. Pomyślicie pewnie, że tak naprawdę to nic nie wyszło z tej mojej nauki i następnego dnia zawaliłam to, co miałam zaliczać, ale nie! W indeksie, obok język francuski widnieje pięknie ocena dobry z plusem! Ha!

W każdym razie u Kamili spędziliśmy w zasadzie trzy dni, bo wróciłam dopiero w czwartek późnym wieczorem, razem z kibicami, którzy wciąż krzyczeli: Sędzia kalosz!!! Oczywiście z wiadomych przyczyn, bo każdy wie, co się stało podczas meczu Polska - Austria. Ciekawie było, nie powiem.

Michał wreszcie oddał pracę magisterską! Co prawda dwa dni po tym w ogóle się do mnie nie odzywał, co wczoraj zaczęło mnie okropnie niepokoić. Dni ciszy są okropne i najczęściej nie wróżą niczego dobrego. A ja zbyt wiele poczułam do Michała, żeby mógł mnie tak nagle zostawić. Jednak później otrzymałam wiadomość na Gadu-Gadu, że on po prostu musiał odespać te wszystkie bezsenne noce. Odetchnęłam z ulgą i stwierdziłam, że ma rację. Biedny chłopak, rzeczywiście niewiele spał, całymi dniami i nocami ślęczał przed komputerem i pisał. A gdy dowiedział się, że czas, jaki mu pozostał na pisanie pracy życia został gwałtownie i dość diametralnie skrócony to pisał jeszcze więcej. Trzeba będzie jakoś uczcić ten fakt, że zbędny balast (on tak właśnei traktował swoją pracę magisterską) już zniknął. Ostatnio widzieliśmy się we wtorek (i to też na chwilkę) i już się za nim stęskniłam.

15 czerwca '08