Pragnienie nowego życia (13)

Nie, ja już nie jestem w wieku buntu, ja już nie mam ochoty na kłótnie z rodzicami i ze światem. Ale, ale... Ja mam dwadzieścia lat, mi już nie w głowie glany, ciężka muzyka i wieczna wojna ze wszystkim co wokół mnie, wiara we własną rację i zapędy pod tytułem nikt mnie nie rozumie, a jestem taka nieszczęśliwa. Dlatego doszłam do wniosku, że coś z tym wszystkim jest nie tak. Powoli zaczynam mieć dość swojego rodzinnego domu. Nie, nie chodzą mi po głowie myśli, żeby spakować się i uciec, i żyć na tak zwanym gigancie, bo przecież już nawet policja by mnie nie ścigała, w końcu jestem już dorosła...

Moi rodzice wiecznie mają do mnie jakieś problemy. Ostatnio jak wyjechali na weekend, nad wodę i siedziałam sama w domu to muszę przyznać, że było cudownie. Nie słyszałam pod swoim adresem żadnych pretensji... Wiecie, że gdy któreś z moich rodziców wraca do domu ja czuję nieprzyjemny ucisk w dołku świadczący o tym, że się stresuję? Podświadomie wiem, że zaczyna się codzienna burza, że zaraz mama zacznie do mnie krzyczeć, a moją reakcją będzie przekrzykiwanie jej... Skończy to się tak, że każdy na każdego będzie się darł i w całej tej złości oberwie się również i mojej siostrze. A jak do akcji wkracza mój tato... Szkoda słów, on czasami nawet używa wobec mnie przemocy fizycznej. A co jest najgorsze? U mnie w domu nikt mnie nie popiera, nikt mnie nie chwali, wszyscy tylko uważają mnie za darmozjada, choć ja się staram starać, że tak się wyrażę, bo nikt nie twierdzi, że tak jest naprawdę.

Nigdy w życiu nie było mi tak źle u siebie w domu. Nigdy!!! Czuję, że tu nie mam żadnego wsparcia, że wszystko co robię, robię źle. Ja jestem ta najgorsza i o moich poczynaniach wstyd się przyznać komukolwiek (bo sobie zrobiłam kolczyka w brodzie, bo śpię u swojego chłopaka, bo źle wybrałam studia, gdzie nie za bardzo idzie mi chemia). Powoli zaczynam się czuć jak taki prawdziwy darmozjad, który tylko siedziałby przed komputerem, palił papierosy, chodził na imprezy i umawiał się z chłopakami. A wszystko oczywiście za pieniądze, które łaskawie da mi tato... Bo oni przecież tyle na mnie wykładają! Mama twierdzi, że jestem potworem, ojciec mówi, że jestem popierdolona (ich słowa) i ogólnie to chyba się z nimi zgadzam, bo z czasem zaczynam się tak właśnie czuć... Jak popierdolony potwór.

Chyba żałuję, że zawsze robiłam to, co oni chcieli. Ani mama, ani tata nie zdają sobie sprawy jaką robią mi krzywdę. Ja do tej pory nie mogę robić tego, czego ja chcę. Chcę zmienić kierunek, bo ten ewidentnie mi nie odpowiada i mam ochotę robić zupełnie co innego... Ale oni na myśl o moich pomysłach albo parskali śmiechem, albo wybijali mi to z głowy. Non stop powtarzają mi, że muszę być konsekwentna w swoim wyborze, że skoro już rozpoczęłam te studia, to muszę je skończyć. A niby z jakiej racji? Mam sobie zmarnować życie i do emerytury męczyć się z czymś, czego nie chcę robić? Jaki to ma sens? Wystarczy, że przez nich straciłam swoją największą miłość...

Może gdybym rok temu zdecydowała się studiować w Gdańsku moje życie potoczyłoby się inaczej... Lepiej? Może leżałabym teraz koło Marcina i czytała książkę, albo przygotowywała kolację (bo zapewne nauczyłabym się sama gotować)? Już nawet nie chodzi o Marcina tylko o to, że wreszcie wyrwałabym się z tego życia, co tutaj sobie trwa, a ja się w nim zaczynam coraz bardziej dusić. Powietrza coraz mniej... Już nawet moje przyjaciółki nie są takie jak kiedyś, już nie mam ochoty spotykać się z nimi na codzień, mówić im o swoich problemach. Chcę stąd wyjechać i zacząć wszystko od nowa, bardzo chcę. Michał też mnie zraził do siebie... Przy nim czuję się jak laleczka do pieszczenia o dużym biuście (co u mnie docenia chyba najbardziej), do tego głupiutka. Nie mogę mu mówić o swoich problemach, bo i tak nie usłyszę z jego ust słów pocieszenia. On uważa, że wciąż jestem młoda, głupia i zbuntowana, a wcale tak nie jest. Mówi, że jestem rozkapryszoną księżniczką. To dlaczego do cholery wciąż ze mną jest i chce być? Chyba dlatego, że podniecają go niegrzeczne dziewczynki zasługujące na klapsa.

28 maja '08