Marcin wciąż mi
ryje banię (jak by to powiedziała Karolina), ale ja już decyzję podjęłam. Nie, nie chce do mnie wrócić, ale rozmawiając ze mną przy użyciu kamerki prosi mnie o rzeczy, których ja dla niego nie zrobię. Powiedziałam mu, że jeśli chce to na żywo (oczywiście doskonale wiedząc, że na pewno na to nie pójdzie). Dostałam później nawet od niego wiadomość, że gdybym mieszkała w Trójmieście to już siedziałby w taksówce jadąc do mnie. Boże... Dlaczego między nami wciąż jest chemia? Nie, nie zrezygnuję z rozmów z nim, bo po pierwsze - i tak są dość rzadkie, a po drugie - zależy mi na utrzymywaniu z nim kontaktów. A tak jak już mowa o Marcinie to stwierdził, że mój nowy kolczyk jest fajny, ach!
W czwartek byłam na studenckiej (bo w czwartek) imprezie w
Bezsenności razem z Kamilą i ludźmi z jej klasy, z gimnazjum. Było całkiem sympatycznie. Zapewne siedziałabym tam dłużej, gdyby nie fakt, że następnego dnia czekały mnie ćwiczenia z fizyki. W sumie przeczytałam dwa razy temat ze skryptu i zaliczyłam. Bo to tak już kurde jest! Im mniej się uczysz tym lepiej Ci idzie... Albo po prostu głupi ma zawsze szczęście.
Rodzice wyjechali na cały weekend nad wodę, a ja siedzę sama w domu i choć troszkę mi się nudzi to przeogromnie się cieszę, że mam święty spokój i nikt mi nie marudzi nad uchem. Mogę sobie robić prawie wszystko, na co tylko mam ochotę (choć wiek durnych pomysłów już mi przeszedł, więc póki co mieszkanie ma wszystkie drzwi i okna). Ale przyznam, że samotne wieczory w pustym domu mają może i swój urok, ale nie dla ludzi o zbyt wybujałej wyobraźni. Boże... Mam dwadzieścia lat ale wciąż chodzą po mojej głowie jakieś dziwne lęki i boję się, że Samara z
The Ring nagle mnie zaatakuje! Każdy kształt stworzony załóżmy przez ubrania rzucone na krzesło to potencjalny upiór... Jej, ja wciąż jestem taka infantylna. A może to objaw schizofrenii? Albo ja po prostu jeszcze jestem małym dzieckiem.
24 maja '08