Przedsesyjne spontany (4)

Wciąż nie mogę uwierzyć, że to zrobiłam. Myślałam o tym i marzyłam wcale nie po cichu już od pierwszej klasy liceum. Potem mi trochę przeszło, ale jak wczoraj zaczęli mnie namawiać to stwierdziłam, że to zrobię. Zastanawiacie się pewnie co, nie? Taaak... Zrobiłam sobie kolczyka w brodzie! Ha! Tak, już słyszałam, że jestem zbyt stara na młodzieńcze bunty (tekst Michała) a ojciec stwierdził, że jestem popierdolona i nie ma ochoty na mnie patrzeć. Mama pogadała, pogadała, ale już jakoś do tego przywykła. Tłumaczę wszystkim po kolei, że jak mi się ładnie wszystko zagoi to sobie założę krótszy trzonek i wstawię malutkiego stożka, który nie będzie tak bardzo widoczny, co będzie świadczyło o moim poczuciu smaku. Już wielokrotnie widziałam coś takiego u kobiet i wcale nie wyglądało to jak wyraz młodzieńczego buntu, tylko jak mały, słodki dodatek, o! Ludzie z piercingiem, łączmy się i burzmy stereotypy.

Na kolczyka namówiła mnie oczywiście Kamila. No bo kto inny? Tylko ona sprowadza mnie na złą drogę, haha! Ja, Kamila i Kuba (kolega z jej gimnazjum) poszliśmy do dziewczyny tego ostatniego. Ewa (bo tak ma na imię) interesuje się piercingiem od dawien dawna i do tego studiuje kosmetologię, dlatego wszystko odbyło się co prawda u niej w domu, ale w bardzo sterylnych warunkach. Szczerze przyznam, że chyba nawet w salonach tak dobrze nie dbają o klientów! W każdym razie poszliśmy tam po to, żeby po raz kolejny zrobiono Kamili kolczyka w języku (zerwała z Pawłem i robi wszystko na co tylko ma ochotę, i bardzo dobrze, cieszy mnie to), bo dziurka po tym, co kiedyś miała po prostu jej trochę zarosła. Kamila nagle wyskoczyła z tekstem, żebym ja sobie wreszcie zrobiła kolczyka w brodzie. Zrobiło mi się gorąco i energicznie pokręciłam głową na znak protestu, choć w głębi duszy strasznie chciałam. Tłumaczyłam się, że nie mam pieniędzy, ale Kamila nagle powiedziała, że mi postawi, z okazji moich urodzin (które będą co prawda dopiero 15 VII). Z walącym sercem zgodziłam się i tak oto jestem posiadaczką kolczyka. Ha! Michał oczywiście nie jest z tego zadowolony, bo nie jest fanem kolczyków w dziwnych miejscach, ale mi akurat labret bardzo pasuje (co parę osób stwierdziło już zanim go zrobiłam!).

A teraz trochę zmienię temat. Powiem Wam o naszym małym sushi party, które odbyło się we wtorek. Poszłam do Michała, a potem oboje popędziliśmy do Adama i Anny. Gdy Ania mnie tylko ujrzała od razu powiedziała:
- Jak ładnie wyglądasz!
- No... Ostatnio jak przyjechałem do Michała to nie byłem pewien czy to naprawdę ty, zmieniłaś się!
Mi się chciało śmiać, bo jak ich poznałam to rzeczywiście wyglądałam zupełnie inaczej. Miałam włosy zwyczajnie spięte w kucyk, zero makijażu, granatowy golfik i proste, czarne spodnie. Nie wyglądałam brzydko, lecz zwyczajnie. Moje wyjście z domu wtedy było spowodowane nagłą chęcią zaczerpnięcia świeżego powietrza.

A samo sushi było dość smaczne. Co prawda nie mieliśmy glona i zamiast awokado użyliśmy mango (mój pomysł!), ale przecież liczyła się sama ceremonia przygotowywania sushi i miłe towarzystwo, prawda?

Sesja zbliża się wielkimi krokami (oczywistym było, że należy poruszyć ten temat, a jak!). Szczerze powiem, że nie wiem jak ja sobie poradzę z tą chemią (przede mną jeszcze jedno kolokwium, może uda mi się dzięki niemu uzbierać wystarczającą ilość punktów, aby dopuścili mnie do komisyjnego zaliczania ćwiczeń). Z resztą jakoś powinnam dać sobie radę. Może jak wykładowca z matmy będzie miał dobry humor to będzie zwalniał osoby ze średnią ocen z ćwiczeń powyżej cztery i pół (wtedy, jeśli uda mi się mieć taką średnią, i mnie by zwolnił). To byłoby całkiem dobre bo przede mną egzamin z fizyki, maszynoznawstwa, ewentualnie matematyki, informatyki (tu będzie chyba po prostu kolokwium zaliczeniowe) i etyki (cholera, byłam tylko na jednym wykładzie). No cóż, jakoś to będzie, musi.

22 maja '08