Och, to nareszcie piątek i chwila by odsapnąć. Chociaż z drugiej strony następny tydzień też ma kilka dni wolnego. W czwarte są Juwenalia naszej uczelni a w piątek nie ma fizyki ponieważ innej grupie wypada ten przedmiot. W poniedziałek za to kolokwium z chemii, muszę się spiąć w sobie i się nauczyć, muszę walczyć. Postaram się zrobić co w mojej mocy, żeby mi się udało zaliczyć ten przedmiot.
A póki co, z racji piątku idę z Izką, Kaśką, Arkiem i później Michałem na imprezę. Ten ostatni dojdzie do nas nieco później, bo przecież luby mój to cholernie zajęty facet. Bez przerwy ma jakieś prezentacje do robienia, albo inne bzdury typu praca magisterska (jemu tak bardzo nie chce się jej robić, że aż mnie to denerwuje). Być może później przyjdzie jeszcze Karolina, ale zapewne wpadnie tylko na chwilę.
Apropo Karoliny... We wtorek, po ćwiczeniach z matmy stwierdziłyśmy, że wyskoczymy sobie na jedno piwo, góra dwa. I na czym się skończyło? Rzeczywiście na jednym piwie, ale do tego doszła jeszcze Karolina numer dwa (z architektury krajobrazu), dwie butelki wina i dżin z tonikiem, który był tak obleśny, że nie wypiłam go więcej niż pół kubeczka (może to przez podejrzane towarzystwo, które nam zaproponowało tego drinka?). Siedziałyśmy sobie na słoneczku, na Wyspie Słodowej i popijałyśmy różne trunki. Oczywistym jest, że im więcej alkoholu tym język bardziej się rozwiązywał. Najgorsze jest, że niedaleko Wyspy Słodowej mieszka Michał. Poprosiłam Karolinę, żeby pozwoliła mi ze swojego telefonu wysłać jednego SMSa do niego, bez zastanowienia dała mi telefon, a ja patrząc przez mgłę (dawka alkoholu robi swoje) wystukałam na klawiaturzę prośbę o małe spotkanko. Napisał, że będzie za dziesięć minut przy Żabiej Kładce. Pożegnałam się ładnie ze swoim towarzystwem i zniknęłam. Włączyła mi się tak zwana
lova (wymyśliła Karolajn) i nie mogłam się odkleić od Michała. Śmiesznie było, a co!
Idę szykować się na dzisiejsze party, które niewiadomo jak się skończy, ach! Uwielbiam niespodzianki i spontaniczne sytuacje. Mniam.
9 maja '08