O poniedziałku mowa (2)

- Wiesz co... Ty rzeczywiście łamiesz wszystkie jeśli chodzi o jedzenie i dziewczyny - mówił - bo zawsze gdy proponowałem jakiejś coś do zjedzenia, to albo mówiła, że nie chce, że nie jest głodna... Albo co najwyżej brała jakąś małą miseczkę z warzywami - dokończył śmiejąc się.
Spojrzałam na niego dziwnie, po czym i na mojej twarzy wymalował się uśmiech.
- Ty... No ale jak ja cały dzień nic nie jadłam to co?
- No i co, ale większość choćby przez cały dzień nic nie jadło to i tak nie chciały przy mnie jeść! Ale wiesz... Nie mówię, że to źle, że tak robisz.
Ja wzruszyłam tylko ramionami i stwierdziłam, że skoro jestem u swojego faceta to chyba mogę coś zjeść. Ni interesuje mnie to, że pomyśli sobie, że się obżeram, bo tak wcale nie jest. A nawet jeśli by tak pomyślał... To co z tego? Przecież widać po mnie, że lubię jeść, więc po co mam się z tym ukrywać?

Z Michałem jest mi coraz lepiej, ze spotkania na spotkanie. Lubię z nim spędzać czas, bo naprawdę mamy o czym rozmawiać. Nie jest to tylko pusta rozmowa o przysłowiowej dupie maryni tylko konkretna konwersacja na równie konkretny temat. On się śmieje z moich żartów, a ja z jego. Naprawdę się dogadujemy. Szczerze przyznam, że nawet z Marcinem nie mogłam tak porozmawiać, on wydawał się być taki oporny.

Michał ma prawdziwego fioła na punkcie mojego biustu, a szczególnie jedną pozę, którą odkryliśmy wczoraj. Za każdym razem gdy patrzy na mnie, gdy tak się ustawię uśmiecha się z taką błogością i powtarza z rumieńcem na twarzy: O kurwa... (wiem, że to mało romantyczne, ale wypowiada to w bardzo fajny sposób). A ja wtedy kładę się na brzuchu i zaczynam śmiać.
- Chciałbym ci zrobić takie zdjęcie! - powiedział spoglądając na mnie z rozmarzeniem.
- Będziesz mógł je zrobić, ale tylko tym swoim zajebistym aparatem! - Michał ma lustrzankę Canona z całym zestawem dodatków. Wiem, że jestem małą materialistką, ale inaczej nie zmuszę go, żeby przywiózł to cudo od siebie z domu.

Zauważyłam, że na każdej chemii mi i Markowi po prostu ostro odwala, a szczególnie pod koniec części teoretycznej. Siedzimy w zasadzie blisko siebie i zwykle ja zaczynam go zaczepiać na przykład rysując mu coś długopisem na łokciu. Wczoraj stwierdził, że muszę go teraz umyć. Spojrzałam na niego z uśmiechem na ustach i powiedziałam krótkie nie, nie umyję cię po czym oboje zaczęliśmy się śmiać. Wreszcie znalazłam kompana do durnych tekstów i zachowań. Kiedyś na przykład (również na chemii) Marek chcąc mnie rozśmieszyć (bo byłam zmordowana po całym dniu) nagle przysuwa się do mnie i mówi mi do ucha:
- A wąchałaś kiedyś obornik?
Myślałam, że spadnę z tego krzesła ze śmiechu. Wiem, że to nie brzmi zbyt inteligentnie, bo my w istocie wcale inteligentnie zachowywać się nie chcemy.

6 maja '08