Imprezowe Gadu - Gadu (5)

Wczoraj wieczorem wraz z moimi trzema przyjaciółkami postanowiłyśmy wybrać się do pana Arka na mini domówkę. Wypiliśmy trochę alkoholu, ja postrzelałam trochę fochów (jak to zwykle w życiu mym bywa i ludzie powinni do tego przywyknąć już dawno temu), po pięciu minutach owe fochy odchodziły w zapomnienie. Oglądaliśmy Oko, który to miał być przeokropnym horrorem, równie dobrym jak na przykład The Ring. Niestety z przykrością stwierdzam, że producenci odrobinkę się pomylili ponieważ film sam w sobie straszny nie był w ogóle. Na początku tylko bałam się sama iść na korytarz, żeby zapalić papierosa, ale jakoś udało mi się przezwyciężyć chwilowy lęk.

Na liście Gadu - Gadu widoczni są dwaj użytkownicy. Pierwszy z nich to Michał, a drugi to Marcin. Widoczni są jeden pod drugim. Patrzę tak na te dwa żółte słoneczka i serce podchodzi mi do gardła, bo Marcin jest na Gadu - Gadu. Wystarczą dwa kliknięcia myszką i mogę nawiązać z nim konwersację. Szczerze? Nie chcę tego. Dojrzałam do myśli, że rzeczywiście powinno zachować się to, co było między nami gdzieś głęboko w sercu. Nie mogę mieć do niego pretensji. Odległość zabiła nasz związek, trudno się mówi. Ostatnio jak jechaliśmy z Chełmońskiego tramwajem z maszynoznawstwa do naszego wydziału na inny przedmiot to mijaliśmy wielki bilboard z napisem: Gdańsk, tu się żyje! Zaczynałam swój wywód na temat tego, że mogłam tam żyć. Karolina spojrzała na mnie dziwnie, po czym stanęła przede mną.
- Co robisz? - spytałam podnosząc brwi.
- Nie patrz na to! Przestań o tym myśleć! - odparła wciąż zasłaniając mi widok.
- Wiesz... Już o tym nie myślę. Po prostu, tak powiedziałam - powiedziałam odklejąjąc wzrok od okna. Nasza rozmowa potoczyła się w kierunku skoków na bungee.

Na jutro muszę pouczyć się z języka francuskiego i oczywiście z tej nieszczęsnej chemii. Nie to, żeby to pierwsze wchodziło mi do głowy bez oporu. Chociaż... Póki co nie mogę tego stwierdzić ponieważ jeszcze się nie zabrałam do roboty. A czas ucieka! Do domu wróciłam przecież po dwunastej w południe, a już mamy szesnastą osiem. Do roboty!

20 kwietnia '08