Poodchudzajmy się na wykładach (3)

Postanowiłam się odchudzać! Szczerze mówiąc nie wiem jak dalekosiężne są moje plany i jak długo wytrwam w diecie, ale dobre chęci też są bardzo ważne, prawda? Zaczynam od ryżu z jogurtem poziomkowym na deser (ja wiem, że nie wolno łączyć białek - w tym wypadku jogurtu - z cukrami - ryżem, ale to połączenie nie jest aż tak złe). Do tych poczynań zainspirowała mnie główna bohaterka książki Nie całkiem do pary autorstwa Wendy Markham. Ona podobnie jak ja przez całe życie udawała, że się odchudza aż w końcu postanowiła poodchudzać się naprawdę i jej się udało! Oczywiście książka nie jest tylko o tym, ale to taki wątek poboczny. Może i mi się uda?

Ostatnio widziałam się z Michałem, a konkretniej to we wtorek. Muszę przyznać, że nasze spotkania są teraz nieco lepsze. Trochę się między nami działo i skłamałabym, gdybym powiedziała, że było mi źle. Może nie tak, jak mogłoby być, albo tak jakbym naprawdę chciała, ale nie narzekam. Jednak wciąż nie wiem jak to wszystko się potoczy. Mogę się z nim spotykać, czuję się w jego towarzystwie dobrze, ale... Zawsze jest to ale! No cóż, poczekamy, zobaczymy. Może coś się zmieni?

Dzisiaj miałam tylko maszynoznawstwo i informatykę. Po dwunastej byłam w domu i od nowa zaczął mi się weekend, bo na całe szczęście jutro nie wypada nam fizyka. Szczerze przyznam, że studia momentami uczą opieprzania się. Dlaczego? A no dlatego, że student często kombinuje co by tu zrobić, żeby się nie narobić. Nieobowiązkowe wykłady? Przecież ten czas można spożytkować w znacznie przyjemniejszy sposób. Jeszcze na początku pierwszego semestru cała aula była zapełniona po brzegi. Teraz z ponad stu osób na naszym kierunku na wykłady chodzi może dwadzieścia? Może odrobinę więcej... Zależy jeszcze od przedmiotu. Ale ogólnie aula podczas wykładów świeci pustkami, a przynajmniej u mnie tak jest. Tak naprawdę chodzą tylko ci ambitniejsi. Szczerze przyznam, że i u mnie z tym średnio. Niezbyt chętnie uczęszczam, aczkolwiek staram się. Dobre i to, prawda?

27 marca '08