I wczoraj byłam na kolejnej
randce. Szczerze powiedziawszy dość sceptycznie do niej podchodziłam, bo powoli zaczęłam tracić nadzieję, że ludzie poznani przez Internet, na jakimś kretyńskim serwisie randkowym są czegokolwiek warci, a szczególnie mojej uwagi. Najczęściej na spotkaniach (choć wbrew pozorom nie było ich tak dużo) pojawiali się kolesie dziwnej maści... Desperaci? Właśnie, że nie, co najlepsze. Najczęściej faceci, albo wręcz dzieci, które chcą się zabawić, albo nagle uświadamiający sobie, że dalsze spotkania nie mają sensu, bo ja nie jestem w ich typie. Różnie z tym bywało... A już najczęściej totalne głupki, które żyją tylko i wyłącznie imprezowaniem.
Z Michałem (bo tak ma na imię) było zupełnie inaczej. Na naszym spotkaniu było całkiem miło, rozmawialiśmy na dość inteligentne tematy... Szczerze? On chyba jest zbyt inteligentny. Czuję się przy nim trochę dziwnie, bo ja nie mam takiego zasobu wiedzy jak on. I to nie jest tak, że on z jednej dziedziny jest dobry, on się zna na wszystkim! A w szczególności na komputerach, psychologii, matematyce, fizyce i nawet historii. Nie wiem skąd się tacy ludzie biorą. Był mile zaskoczony, gdy dowiedział się, że uwielbiam matematykę i znam się całkiem nieźle na niektórych kwestiach związanych z informatyką. Pewnie niezbyt często spotyka takie kobiety. Na pożegnanie pocałował mnie w dłoń. Ogólnie bardzo często niby to mówiąc coś, tak
przypadkiem dotykał mnie w nie. Nie, nie był zaborczy, nahalny, nie próbował mnie całować, przytulać, itd. Tylko dotykał mnie w dłonie. Poczułam się nieswojo i schowałam je pod stoł, doszłam do wniosku, że takie rozwiązanie będzie najodpowiedniejsze.
Wczoraj z nudów pojechałam na ćwiczenia z matematyki. Teoretycznie mam zwolnienie do końca tego tygodnia (komis czwartego marca, powinnam się uczyć), ale nie wytrzymałam i stwierdziłam, że mojego ukochanego przedmiotu przegapić nie mogę. Jakież było moje zaskoczenie, radosne oczywiście, gdy okazało się, że zamiast czterdziestu pięciu minut mamy aż dziewięćdziesiąt minut matematyki! Oczywiście biegałam do tablicy jak głupia, babka już się uśmiechała, bo pamiętała. Już jestem trzy punkty do przodu!
27 lutego '08