Kaszlę, prycham i biorę antybiotyk. Wczoraj byłam u lekarza i okazało się, że mam anginę. To dziwne bo biorąc pod uwagę moje choroby z dzieciństwa to angina zdecydowanie dominowała. Infekcję migdałków łapałam praktycznie non stop. I tak przez jakieś dziesięć lat - zero anginy, zero
ping - pongowych migdałków... A teraz co? Czyżby pamięć immunologiczna była w rzeczywistości nietrwała? Albo te bakterie już tak się zmutowały, że to jest coś zupełnie innego niż to, co mnie atakowało za młodu. Ach te moje medyczne filozofie...
Ostatnio zaczyna mi odbijać i płaczę za Marcinem. To pewnie przez to, że siedzę w domu i zamiast uczyć się chemii to myślę o swojej miłości. To wszystko jest conajmniej głupie bo oboje się kochamy a jednak nie możemy być razem... Bo on twierdzi, że
na odległość to nie ma sensu. Jest w tym ziarnko prawdy, ale przecież on może zamieszkać tutaj... Sam chciał wyjechać do Anglii bo nic go tu nie trzyma. To niech wyjedzie do Wrocławia! Zresztą... Łatwiej byłoby mu wrócić z Wrocławia do Gdyni, aniżeli z Wielkiej Brytanii. Nie wiem, nie wiem już co mam o tym wszystkim myśleć. Jedyne co powinniśmy zrobić to przeprowadzić taką naprawdę szczerą rozmowę dotyczącą nas, wyjaśnić sobie wszystko i ustalić.
Chaotyczna bardzo ta notka. Może dlatego, że nie potrafię skupić myśli na niczym konkretnym. Od siedzenia w domu, w samotności naprawdę można dostać świra. Już nie mogę się doczekać aż odwiedzi mnie Kaśka (może przyjdzie z ciastem, hehe), bo ja naprawdę mam ochotę porozmawiać z kimś żywym, naprawdę...!
22 lutego '08