O Młodym znów (2)

Wczoraj byłam z Młodym (tak już chyba zostało i tak będę na niego mówić) na spacerze. Przyszedł po mnie i powiedział, że dzisiaj nasz spacer nie potrwa długo, bo on jest zmęczony i mu zimno. Cmoknął mnie w usta na przywitanie i zaczął swoje opowieści, których z chęcią posłuchałam, bo chciałabym go poznać pod każdym względem.

Nasz krótki spacer rozpoczął się koło godziny dwudziestej drugiej trzyści a zakończył po północy. Staliśmy obok mojej bramy i rozmawialiśmy od czasu do czasu się przekomarzając, patrzyłam na niego, dyskretnie się zbliżałam, sugerowałam mu na co mam ochotę a on stał niewzruszony aż w końcu powiedział:
- Oj... Jak ty czegoś bardzo chcesz.
Odwróciłam się od niego i z przekąsem powiedziałam mu, że to nieprawda, oczywiście Młody miał rację. Poprzekomarzaliśmy się jeszcze przez chwilę po czym zaczęliśmy się namiętnie całować. A potem znowu i znowu, i znowu, i znowu, i... Powiem szczerze, że dawno się tak z facetem nie całowałam, dawno to całowanie nie sprawiło mi takiej frajdy i przyjemności. Jeśli mam być dokładna to na wszystkich facetów, z którymi się całowałam naprawdę niewielu potrafiło wprowadzić mnie w taki stan, w jaki wprowadzono mnie wczoraj w nocy.

12 lutego '08