A takie tam

Zapewne zapytacie mnie jak się czuję. Otóż odpowiem Wam, że o dziwo... dobrze! Marcinem jakoś specjalnie się nie przejmuję, szczerze mówiąc to chyba mi ulżyło, bo od jakiegoś czasu nosiłam się z zamiarem zakończenia tego. Kocham go, to logiczne. Marcin bardzo żałuje tego co zrobił, dzwonił do mnie dwa razy od momentu gdy napisał SMSa: Zdradziłem Cię... Zresztą i tak odnoszę wrażenie, że to kolejna ściema, ale nieważne. Powiedział, żebym mu dała trochę czasu. Ależ proszę bardzo, nie mam zamiaru być nachalna, teraz przynajmniej jestem wolna jak ptak i bez wyrzutów sumienia mogę całować się z Aleksandrem (haha, dobre, co nie?).

Wczoraj odbyło się wielkie spotkanie. Jakie? Ja, Iza, Emila, Kasia, Karol i Marcinek (nie, nie TEN Marcin), czyli picie po kilku (około dziesięciu) latach niewidzenia się z Karolem i Marcinkiem. Co to się działo! Wiadomo, że nie chodzi tu o jakieś ekscesy natury erotycznej lecz typowo zabawowej. Poszliśmy do Michała (kumpla Marcinka) i siedzieliśmy tam prawie do piątej rano. W domu znalazłyśmy się praktycznie o szóstej. Śmiesznie było, a nawet bardzo.

Zaliczyłam ćwiczenia z fizyki! Aż nie mogę w to uwierzyć. Po wielu trudach (cały czas baba albo nie miała czasu, albo cośtam jeszcze) wreszcie napisałam kartkówkę z optyki. Ale mało tego! Na jaką ocenę ją napisałam? Ciężko w to uwierzyć, ale dostałam piątkę! Bez ściągania, bez niczego! Po prostu siedziałam i się uczyłam. Aż sama się zdziwiłam.

Dostałam wpis z matmy, cztery i pół. Do piątki zabrakło mi trzech punktów. Ta babka jest nienormalna, nie mogła mnie dopytać, bo trzy punkty to za duży, gdyby brakowało mi dwóch to owszem. No cóż... Nie kłóciłam się z nią, bo stwierdziłam, że cztery z plusem to i tak dobra ocena, a piątka i tak by mnie nie zbawiła biorąc pod uwagę, że w indeksie mam praktycznie i tak same tróje. No cóż... Trudno się mówi, najważniejsze, że są zaliczenia. We wtorek egzamin z chemii, w środę z socjologii. Trzymajcie kciuki.

A tak sobie w ogóle myślałam i rozmawiałam z Emilą na temat Marcina i doszłam do wniosku, że mogłabym mu dać kolejną szansę, ale... Ale niech ten człowiek się namyśli porządnie i jak już będzie dokładnie wiedział czego chce (bo pisał, że mnie kocha, uwierzycie? dopiero jak mnie zdradził o tym mi napisał), to niech mi o tym powie i dopiero wtedy będziemy rozmawiać. Nie wykluczam możliwości, że jeśli będzie myślał zbyt długo to może być już za późno.

Żegnam optymistycznym akcentem i witam w lutym.

03/02/08 • komentarze (2)