Poniedziałkowy poranek (5)

Ja już nie wiem o co tym wszystkim ludziom chodzi, naprawdę. Wczoraj zrobiłam dwadzieścia (no dobra, z siedemnaście) zadań z alkacymetrii i jakieś dziesięć redoksów (w tym jeden mi nie wyszedł). Przede mną jeszcze morze zadań z redoksometrii i dwa rysunki na grafikę inżynierską, a ja, zamiast siedzieć z nosem w książkach i kalkach piszę notkę na blogu. A co mi tam...

Pragnąc oderwać się od życiowego motłochu rysuję obrazki i koloruję je w Photoshopie. Fajnie, nie? Co prawda wielkim rysownikiem nie jestem, ale może kiedyś będę, bo kto to wie...? Cały czas próbuję nowych technik sztuki photoshopowej. Tutaj możecie zobaczyć moje dzieła.

Marcin jest, bo jest. Nie wiem szczerze mówiąc już co mam o nim napisać, bo odnoszę wrażenie, że on sam nie wie czego chce. Najpierw pisze mi, że to nie ma sensu, po czym mówi do mnie per kochanie, a następnie nie chce przesłać mi buziaka na dobranoc, a potem znowu... To takie idiotyczne błędne koło, które trzeba albo wyprostować, albo po prostu z niego wyjść. Nie komentujcie jego zachowania, proszę, bo ja też już nie mam siły nawet o tym pisać. Po prostu brak słów. Powalczę trochę o niego, może znajdę w sobie siłę.

3 grudnia '07