Zwykły, zmęczony wtorek

Po poniedziałkowej wizycie u Emili i poczęstowaniu mnie kupnym sernikiem na ciepło i przepyszną herbatą naszła mnie niesamowita ochota na tenże właśnie deser. Byłam w naszych Delikatesach i niestety nie było tam przepysznego sernika. Chyba narobiłam członkom mojej rodziny niezłego smaka na ciasto ponieważ dzisiaj moja mama po pracy kupiła serniczek. Właśnie go zjadłam, był dość smaczny, aczkolwiek za słodki. No ale nie można mieć wszystkiego, prawda? Na dłuższy okres czasu odechciało mi się wszelakiego rodzaju ciast.

O Marcinie nawet mi się pisać nie chce, bo on to chyba nawet sam nie wie co do mnie czuje. Wie, że jestem dla niego kimś, ale na pytanie kim? nie potrafi odpowiedzieć. Trudno, jego sprawa. Z dnia na dzień coraz mniej chce mi się starać. Może dlatego, że brak mi już sił. Spotkamy się jeszcze, to na pewno, nie będę z nim zrywać, zobaczymy jak będzie podczas następnych spotkań.

Herbata cynamonowa znów idzie w ruch. Wszyscy wiedzą, że szaleję za nią, choć muszę przyznać, że ta przyprawa już mi trochę zbrzydła, ale cóż... To mi nie przeszkadza w tym, żeby wciąż za nią szaleć!

Dzisiaj babka od matematyki oddała nam kolokwia. Jest całkiem nieźle, aczkolwiek mogło być lepiej. Mogłam trochę podkuć te logarytmy. No ale trudno, dwadzieścia jeden na dwadzieścia pięć punktów to nie jest aż tak zły wynik. Do tego jeszcze mam dodatkowe trzy punkty za aktywność. Tak sobie myślę... Ja chyba pomyliłam kierunki, co nie?

20/11/07 • komentarze (4)