Ból...

Nie mam siły na nic, boję się nocy i zostawać sama w domu. Czuję się jak kaleka, jak niepełnosprawny, który nie jest w stanie poradzić sobie sam z własną ułomnością. Ja nie potrafię opanować sączących się z moich oczu łez. Nie potrafię przestać o nim myśleć... Tym bardziej, że wiem, że mnie kocha, bo mi to napisał. Dzisiaj rano dostałam SMSa, gdzie Marcin pisze mi, że mnie kochał i nie będzie pisał, że czas leczy rany, on je tylko zabliźnia. Dodał, że było mu ze mną cudownie ale jednak czegoś zabrakło... Że przeprasza mnie za to i mimo wszystko mnie kocha. Co to ma znaczyć? Skoro kocha to dlaczego odchodzi?

A ja się śmiałam z tych przygłupich telenowel brazylijskich, gdzie ludzie rozchodzili się pomimo gorącej miłości do siebie. A tu co? A tu dokładnie taka sama sytuacja.

Najgorsze jest to, że gdy widzieliśmy się ostatni raz przed moim wyjazdem z Gdyni obiecywał mi, że przyjadę do niego w sierpniu, że wreszcie pójdziemy na kawę do Józefa K... Ja naprawdę wierzyłam, że jeszcze go pocałuję, będę się z nim kochać, przeżyjemy romantyczną kolację. A tu wszystko poszło w pizdu, bo jednak czegoś zabrakło. Czego? Pytam... CZEGO?! Ja już nie mogę, nie chce mi się żyć. Co to za życie, bez niego...?

13/09/07 • komentarze (4)