Bo wali się najpierw to...

Dzisiaj doszłam do wniosku, że pierdoli się najpierw to, o co najbardziej dbamy... Ileż ja się męczyłam, żeby zdobyć Marcina i teraz, żeby nie być taką nachalną, a tu co? On się do mnie nie odzywa już drugi dzień. Żadnego sygnału, SMSa, że idzie do pracy... NIC! Nie wiem jak mam to sobie tłumaczyć. W każdym razie postanowiłam poczekać aż się do mnie odezwie sam. Nie będę go maltretować swoją osobą.

Po drugie... Za cholerę nie mogłam znaleźć pracy, żeby zarobić na głupią naprawę aparatu. Dlaczego on musiał mi się zepsuć? Wszystko to, co dla mnie wartościowe powoli zanika. Obok mnie leży stos książek z biblioteki. Toksycznej miłości nawet nie chce mi się czytać bo samo myślenie na temat mojego związku już mnie męczy. Wszystko mnie męczy, z niewiadomych przyczyn.

Rozmawiałam z Aleksandrem. To chyba jedyny pozytywny aspekt moich ostatnich dni. Oczywiście nasze rozmowy były nasycone różnego rodzaju podtekstami, ale to nieważne. Cieszę się, że już wrócił i mam nadzieję, że za jakiś czas wybierzemy się gdzieś razem na Reddsa. Naszego Reddsa... Bo przecież trzeba w końcu odreagować, prawda?

Jeszcze się okaże, że jak zwykle wrócę do punktu wyjścia, czyli do wyżej opisanego osobnika. Od szesnastego roku życia po moich nieudanych miłościach zawsze zaczynałam szaleć za nim od nowa, wciąż od nowa.

31/08/07 • komentarze (1)