Kolejne problemy

Dlaczego moi rodzice wiecznie muszą mi sprawiać kłopoty z powodu Marcina. Moja dwudziestojednoletnia kuzynka dwudziestego października wyprawia wesele, swoje własne oczywiście. Ja i Marzena spędziłyśmy ze sobą mnóstwo wakacyjnego czasu, pisałyśmy do siebie listy i ogólnie zawsze mocno trzymałyśmy się razem, gdy ja przyjeżdżałam na wieś na długie, długie dni. I teraz z miłą chęcią pojechałabym na jej ślub, ale niestety jest problem... Każdy oczywiście domyśla się jaki. Nie mogę wziąć Marcina bo... I tu pojawia się miliard powodów. On nie jest twoim narzeczonym, to wstyd, żeby jechał do tego starego domu, wiesz jak on wygląda, on jest taki - sraki - siaki, bla, bla, bla, bla..., na co ja odpowiadam, że jadę tam tylko z Marcinem i koniec kropka. Wobec tego moja mama mówi, że to oni nie jadą. Nie? To trudno. Ja nie mam zamiaru siedzieć jak na weselu mojego kuzyna Wojtka i patrzeć na ścianę, w sufit... Co prawda miałam wtedy jakieś jedenaście lat, ale wiem, że teraz zapewne byłoby podobnie. Siedziałabym tylko i myślała sobie o tym jak by to mogło być, gdyby Marcin był tu obok, dlatego zrobię wszystko, żeby jechał ze mną.

Wkurwiają mnie już moi rodzice. Ja chcę sobie z nim pojechać na wesele nie dlatego, że go tak mocno, mocno kocham, ale dlatego, że chcę mieć kogoś, z kim mogłabym się tam dobrze bawić, a nie tylko rodzinę. Jeśli on nie będzie mógł pojechać to i ja nie pojadę, choć z ciężkim sercem, bo moja kuzynka jest mi dość bliska...

A tak zmieniając temat to moja mama trochę mnie zdziwiła. Gdy rozmawiałyśmy o Marcinie mama stwierdziła, że jak pojadą na Kleszczówkę (kolejna wioska) po moją siostrę (aktualnie przez dwa tygodnie jestem sama w domu, och tak!) to on może sobie przyjechać do mnie, że już woli tak, aniżeli miałby jechać na to wesele. Spojrzałam dziwnie na mamę, a ona powiedziała tylko, że mi ufa, że mam rozum i nie zrobię żadnego głupstwa zbyt wcześnie, tak jak ona to zrobiła. I tym głupstwem oczywiście jestem ja, ale to nieważne. W każdym razie zaraz zapytała mnie co wiem o środkach antykoncepcyjnych i odradziła mi zażywanie tabletek, bo to wzmaga apetyt. No proszę... Czyżby moja mama wreszcie zrozumiała, że nie jestem dziewicą i to wcale nie jest takie straszne?

02/08/07 • komentarze (4)