I siedziałam tak sama w McDonaldzie, czytałam książkę i popijałam niezbyt słodką kawę. Jakoś nie przeszkadzał mi ogólny chaos i miastowy gwar równie miastowych ludzi, zupełnie.
W pewnym momencie zabrzęczał mi telefon i otrzymałam kolejnego SMSa od mojego Marcina:
Przeszedłem przez cały jarmark dominikański i nic nie znalazłem, ale już chyba wiem co Ci kupię. To już koniec świata, żeby własnemu facetowi wygarniać, że nie dostało się na urodziny nawet złamanego chwasta z trawnika. Szlag mnie trafiał, gdy na myśl, że gdy jego była miała urodziny w styczniu (już byliśmy razem) on pobiegł do niej z kwiatkiem i życzeniami, a ja nie dostałam nic i pewnie gdyby nie to, że specjalnie w dniu swoich urodzin nawiązałam do tego tematu pewnie życzeń także bym nie usłyszała. Ale
okej, okej, chłopak chce mi to wynagrodzić, i bardzo dobrze.
I gdy tak czytałam
Szklany klosz podszedł do mnie pan z obrazkami świętymi, wręczył mi je z uśmiechem i poprosił o drobne. Może i rzuciłabym mu jakieś pięćdziesiąt groszy, ale odparłam mu tylko, że mam same miedziaki, więc poszedł sobie zostawiając mi obrazki, rzuciłam na nie okiem i wróciłam do lektury. Potem podszedł kolejny facet... Tyle tylko, że poprosił mnie o to, abym kupiła mu coś do jedzenia. Już lecę, siedzę nad pustym kubkiem, czytam książkę i na pewno mam pieniądze, żeby zasponsorować mu kolację w McDonaldzie.
-
Sama nie mam pieniędzy - odparłam na jego prośby i po dokończeniu strony zamknęłam książkę i opuściłam tą restaurację z niezdrowym żarciem.
A na ustach robi mi się opryszczka. Szlag! Trzeba biec po jakiś specyfik, albo smarować pastą do zębów. Cholerstwo jedno swędzi jak nie powiem co. Mam nadzieję, że szybko się jej pozbędę, bo niedługo ma przyjechać Marcin.
W ogóle wracając do mojego chłopaka to nawet przyznał mi się, że po moim powrocie bał się, że z nim zerwę. Kochane stworzenie... Hehe, czasami jestem podła, wiem.
31/07/07 •
komentarze (4)