Powoli dochodzi trzecia trzydzieści. Lubię tę godzinę, bo wtedy dokładnie nie wiadomo czy jest to jeszcze noc czy poranek. Wszystko jest takie niepewne. Patrzę w niebo i zastanawiam się czy ono już jaśnieje, czy jeszcze jest ciemne. Jest takie bordowe. Gdy zaglądam przez okno widzę, że w bloku znajdującym się naprzeciwko nie pali się ani jedno światło, w ani jednym mieszkaniu. Wszyscy śpią i śnią.
Pięknie jest między trzecią a czwartą. Najlepsza pora na przemyślenia i refleksje (oczywiście pod warunkiem, że nie jesteśmy zmęczeni). Szkoda, że nie trwa wieczne, ale jak to mówi stare porzekadło:
Wszystko co dobre szybko się kończy i zgodnie z tą regułą im bliżej czwartej tym niebo nabiera swych dziennych bartw i z minuty na minutę, z sekundy na sekundę błękitnieje.
10/07/07 •
komentarze (5)