Wczoraj i dzisiaj oglądałyśmy u Kaśki festiwal Top Trendy Sopot 2007. I jakoś tak pomyślałam sobie, że biorąc pod uwagę nasze wcześniejsze plany mogłam być wtedy u Marcina. Ba... Może nawet spacerowalibyśmy po sopockim molo słuchając z oddali koncertu, w blasku księżyca całowalibyśmy się namiętnie znosząc spojrzenia innych ludzi, których zapewne byłoby wtedy tam mnóśtwo. Potem może nawet poszlibyśmy do jakiejś knajpki na drinka, potem dom, sen przy nim i ogólnie tak romantycznie, romantycznie, ro-ma-nty-cznie. Poczekamy, zobaczymy.
Wczoraj powiedział mi, że chciałby mnie zobaczyć, a gdy mu dodałam, że raczej wątpię bo mam rozmazaną kredkę pod oczami i ogólnie wyglądam nieciekawie to swoim spokojnym głosem powiedział, że nie o to chodzi. Gdzie na drugi dzień rozmawiając ze mną przez telefon stwierdził, że ładne kelnerki pracują w jakiejśtam kafeterii, w której aktualnie przebywał. Faceci to idioci, którzy uwielbiają wzbudzać zazdrość w swoich lubych. Dodałam mu natychmiast, że jakiś czas temu poznałam przystojnego kolegę (Michała swoją drogą). Od razu powiedział, że może powinnam się nim zainteresować, bo w końcu mieszka blisko i że jakby co to mam mu dać znać. Powiedziałam, że po co, przecież mam jego, ale do niego jakoś to nie dotarło. Chciałam jeszcze go utwierdzić w przekonaniu mówiąc, że kolega ma dziewczynę, no ale stwierdziłam, że lepiej będzie potrzymać go czasami w takiej cichej niepewności.
I oglądając ten festiwal Top Trendy tak myślałam, że on gdzieś tam, całkiem niedaleko jest. Że gdybym mogła to weszłabym do tego telewizora, wyszła w Sopocie i pobiegła do Dworka Admirała i rzuciła mu się na szyję nie myśląc o konsekwencjach (kpiny ze strony jego znajomych, oburzenie, zaskoczenie, wszystko). Czasami po prostu potrzebuję go jak spragniony człowiek wody na pustyni. Jednak wciąż czekam.
09/06/07 •
komentarze (11)