Tak się właśnie zastanawiam nad tym wszystkim i dochodzę do wniosku, że w dzisiejszych czasach jedynym pocieszeniem dla człowieka jest myśl, że ktoś ma gorzej. I to jest nieważne jak człowiek bardzo jest uczciwy, dobry i uczynny bo prawda jest taka, że tragedia innego człowieka pociesza i sprawia, że zaczynamy sobie myśleć:
Boże... Przecież on ma gorzej ode mnie. Moje problemy w porównaniu z jego problemamy to pikuś... I ja dzisiaj to właśnie przeżyłam. Po spotkaniu z Michałem (trzecim już od piątku) zadzwoniłam do Marcina... Co prawda nasza rozmowa była krótka, ale dała mi wiele do myślenia. Miał słodki głos, mówił do mnie per
aniołku i obiecał, że jak tylko skończy pracę to zadzwoni. On chyba nie chce ode mnie odejść. Tu gdzieś indziej tkwi problem... I ja zdałam sobie sprawę, że dopóki nie nadejdzie odpowiedni moment ja nie powinnam sobie tym głowy zawracać. Kocham go i szanuję jego wybór. Skoro chce coś sobie przemyśleć i wnioski ma mi powiedzieć dopiero po sesji to widocznie musi być jakiś tego powód. Nie trzymam go na smyczy i daję wobec tego wolną rękę. Każdy człowiek jest inny i ma inne potrzeby.
W każdym razie wracając do tego co pisałam na samym początku. Ogólnie to Emila opowiadała mi o swojej kuzynce, która wpakowała się w niezłe bagno, które wciąga bez końca wiążąc się z facetem starszym o dwadzieścia lat. Jakby tego wszystkiego było mało to facet jest alkoholikiem (aktualnie najprawdopodobniej niepraktykującym, ale wszyscy doskonale wiemy, że takiej osobie nie trzeba wiele aby wróciła do swojego nałogu...). W każdym razie dziewczyna odwróciła się od rodziny i przeprowadziła do swojego faceta (który i tak mieszka po drugiej stronie ulicy). Problem tkwi w tym, że on nie pozwala jej wychodzić z domu, spotykać się z koleżankami, czyta jej SMSy... Możliwe, że nawet ją bije. A co najlepsze? Nie pozwala pracować a potem wypomina jej, że cały czas żyje na jego karku... Żałosne! I jeszcze jakby tego wszystkiego było mało to mieszka w małej mieścinie, gdzie bezrobocie jest zbyt wysokie i nawet jeśli jednak udałoby jej się znaleźć pracę to dostałaby maksymalnie czterysta czy pięćset złotych miesięcznie... Krótko mówiąc dziewczyna ma przekichane do końca życia jeśli nie wróci do domu (który stoi dla niej otworem). Kuzynkę Emili znam osobiście. Raz wybrałyśmy się we trójkę do Creatora na piwo, gdy przyjechała do Wrocławia z myślą o tym aby w nim zostać i na nowo ułożyć sobie życie (nie zrobiła tego, uciekła ze swoim czterdziestoletnim facetem spowrotem do swojej wioski). Pomimo faktu, że teraz dziewczyna czuje się z tym facetem tragicznie bo jej życie wygląda jak to więzienne to ona go nie zostawi bo obiecał jej, że jeśli się to stanie on wróci do picia i popełni samobójstwo...
Historia kuzynki Emili uświadomiła mi, że tak naprawdę to mój problem z Marcinem jest conajmniej błahy, bo chyba zarzucić mu mogę jedynie za małe okazywanie uczuć i pracoholizm... Ale uświadomiłam sobie również, że jeśli go kocham powinnam zaakceptować to, co robi, co lubi. Sama pisałam mu, że kocha się
pomimo wszystko. Zresztą słowa Adama:
Jeśli uważasz, że zrobisz dla niego wszystko to zaakceptuj jego pracę. I tak zrobię.
Ostatnio przeżyłam w swoim życiu małą rewolucję. Gdy sądziłam, że wali mi się z Marcinem postanowiłam poszukać pocieszenia u innych facetów. Brzmi conajmniej dziwnie, prawda? I w tym sęk, że właśnie tak było. W gruncie rzeczy ostatnia niedziela i poniedziałek zaskoczyły mnie okropnie. Dlaczego? Spotkałam się z Aleksandrem. Nie wiem czy to był mój błąd czy nie... W każdym razie stało się i nikt już tego nie cofnie. Do rzeczy... Z Aleksandrem najczęściej spotykam się po to, aby się napić. Tym razem on mi to zaproponował. Siedzieliśmy sobie u niego w samochodzie (bo podwórkowa ciuchcia zaczęła powoli przeciekać!). Była gdzieś trzecia w nocy. Aleksander jest otwarty na wszystkie tematy, a szczególnie te, które dotyczą seksu. Rozmawialiśmy nieco o tym i o jego samochodzie. Ogólnie to dość sympatycznie było, pozwolił mi się zrelaksować. Zaczęliśmy się opierać o siebie... Ot tak, bo wygodniej. Dotykałam jego ciepłego czoła zimnymi i zmarzniętymi dłońmi, potem prawie usnęłam mu na kolanach. Gdy moje powieki powoli zaczęły się zsuwać stwierdziłam, że usiądę normalnie bo to nie ma sensu. Nagle przede mną pojawiła się jego twarz. Nawet nie zauważyłam kiedy a on zaczął mnie całować. Szczerze mówiąc średnią przyjemność mi to sprawiało, bo odnosiłam wrażenie, że zachowuje się jakoś zwierzęco. W każdym razie nie kwapiłam się ku temu, żeby przestać. Było dość przyjemnie. Nie, nie kochałam się z nim, bo to byłaby już przesada. Zadzwoniła do mnie mama i powiedziała, że jeżeli za dziesięć minut nie będzie mnie w domu to zobaczę swoje rzeczy przed drzwiami. Odsunęłam Aleksandra od siebie i powiedziałam mu, że mamy dziesięć minut. Stwierdził, że ten czas musimy pożytecznie wykorzystać i na nowo zaczęliśmy obdarzać się pocałunkami. Po chwili odsunęłam go od siebie i z obojętno - smutną miną powiedziałam:
Dziesięć minut minęło. Uch... Jakąż ja satysfakcję czułam, gdy pomyślałam sobie, że liczył na coś więcej a ja go zrobiłam w capa, haha. Odprowadził mnie do samego domofonu (miał jakieś pięćdziesiąt metrów), pożyczył miłej nocy (a raczej poranka) i pocałował w usta na pożegnanie. Szczerze? Nawet nie miałam jakichś wyrzutów sumienia czy czegoś... Całowaliśmy się, po prostu.
I jakby tego było mało już następnego (a nawet tego samego!) dnia spotkałam się z Michałem, który dopiął swego i również obdarzył mnie jednym pocałunkiem (który wart był o wiele więcej aniżeli zwierzęce dobieranie się do moich migdałków w wykonaniu Aleksandra). I to właśnie jest drugi chłopak, który potrafi mnie całować (drugi, bo Marcin jest pierwszy).
Myśl, że zachowałam się jak suka zwyczajnie mnie cieszyła. Nigdy nie pomyślałabym, że facet, na którego widok śliniłam się jak nie powiem co zaczyna mnie pragnąć i pożądać a potem chłopak, który jest cholernie przystojny i jakiś czas temu mogłabym sobie o nim tylko pomarzyć także ma ochotę na moje usta (pomimo tego, że ma dziewczynę). Tak zaczynam się zastanawiać... Czy oni wszyscy powariowali? Czy to może ja się zmieniłam? Stałam się prowokacyjna i pewna siebie do tego stopnia, że niedostępni stają się dostępnymi i starają się odblokować właśnie mnie a nie na odwrót? Nigdy nie sądziłam, że taka kolej rzeczy kiedykolwiek ulegnie zmianie. Śmieszne to trochę.
08/06/07 •
komentarze (6)