Czas wolny sobie mija i mija. Właściwie to już minął. Muszę zabrać się za matematykę, ale tym razem tak na poważnie. Ale nie o tym chciałam...
Marcin znów mnie odwiedził, znów odjechał. Intryguje mnie pewna zalezność. Im częściej do mnie przyjeżdża, tym bardziej przeżywam pożegnania. Ostatnio trzymając głowę na jego klatce piersiowej dyskretnie wycierałam twarz z łez, bo wiedziałam, że niedługo odjedzie.
Gdy tak spał obok mnie a ja na Niego patrzyłam głaszcząc go po głowie, uświadomiłam sobie jak bardzo Go kocham. Nie, to wcale nie jest przesłodzony opis pokroju
och, mój misiu kochany. Nie jest żadnym
misiem,
koffaniem czy
serdusiem. Jest moim Marcinem, moją ostoją, moim partnerem. Tak, traktuję to poważnie, wbrew moim rodzicom. Mówią, żebym się nie angażowała, że jeszcze pewnie kogoś poznam na studiach. Mamo, tato, przepraszam Was najmocniej, ale spóźniliście się z tymi radami. Ja już zdążyłam obdarzyć go najsilniejszym uczuciem, ja już się i tak zaagnażowałam. Zaangażowałam do tego stopnia, że oddałam mu to, co kobieta może oddać tylko jednemu mężczyźnie. Nie musiał obiecywać mi dozgonnej miłości, pierścionków z brylantem czy bukietu róż. Nic... Po prostu szepnął mi do ucha te dwa słowa, a ja wiedziałam, że są prawdziwe. Nie pytaj skąd, nie pytaj dlaczego tak szybko, nie pytaj, bo ja sama nie jestem w stanie odpowiedzieć na te pytania. Po prostu. Bo Go kocham i nie mogę przestać o Nim myśleć. I choćbym chciała teraz o Nim nie pisać to i tak zapewne bym pisała wiersze lub po prostu rozmyślała godzinami, więc dlaczego po prostu nie mogę przelać swoich myśli tutaj? I średnio interesuje mnie, że ktoś z niesmakiem spojrzy w monitor i stwierdzi, że już nudzę. Naprawdę mnie to nie obchodzi.
Tęsknię. Usycham z tęsknoty. W Walentynki sama, albo z Eweliną. Druga opcja jest bardziej mile widziana. A dlaczego nie z Marcinem? Otóż mój luby jest w pracy i z pracy tej zwolnić się nie może, bo i po co, prawda? Ale ja nie mam pretensji ponieważ przez ostatnie dwa tygodnie spędziliśmy naprawdę dużo czasu (choć dla mnie to i tak mało, wciąż mało...).
Tego samego wieczoru, podczas którego żegnałam się z Nim na przystanku założyłam koszulkę, którą miałam na sobie noc wcześniej. Nałożyłam ją i wokół mnie roztoczył się cudowny zapach... Jego zapach. Przed oczami pojawiła mi się scena gdy On wychodzi spod prysznica i kładzie się delikatnie na mnie, całuje, a ja łapczywie chcę coraz więcej i więcej...
I druga, samotna noc z rzędu. Nie lubię tak.
10/02/07 •
komentarze (4)