Większość moich słów wstępu to przede wszystkim lista powodów dla których rzuciłam poprzednie miejsce. Nie należy zrywać z tradycją, więc napiszę to również i tu.
Uważam, że w życiu trzeba czasami coś zmieniać. Ba! W życiu trzeba zmieniać prawie wszystko. Nawet jeśli mowa o tak błahej sprawie jaką jest internetowy pamiętnik.
Teraz mieszkam tutaj. Kiedyś wszystko dopracuję. Teraz chcę mieć miejsce do pisania. Tak po prostu. Żeby mieć gdzie przelewać uczucia, żeby mieć gdzie płakać, śmiać się i przemawiać. Tutaj.
22 października 2006 × komentarze (0)
Dlaczego poniedziałek jest najgorszym dniem tygodnia? Pytanie retoryczne wręcz. Czy odpowiedzią na nie (tak, tak, pytania retoryczne przeważnie nie posiadają odpowiedzi ponieważ ona jest oczywista ale ja jednak skuszę się i postąpię wbrew tej regule) jest po prostu przerażające widmo całego tygodnia?
Najprawdopodobniej. W każdym razie ja po prostu nienawidzę tego dnia. Od siódmej trzydzieści do czternastej pięćdziesiąt pięć jestem na nogach. Przepraszam! Nie policzyłam wstawania za pięć szósta... Po męczącej niedzieli (tak, tak, zawsze wszystkie obowiązki zostawiam sobie na niedzielę!) muszę wygramolić się z łóżka właśnie o tej godzinie. Dzisiaj niewiele brakowało, a przespałabym własny przystanek. Cóż... Często mi się to zdarza. Trudno się mówi.
To już druga kawa. I znowu zaczyna się doładowywanie baterii za pomocą kofeiny! Przez to drgają mi mięśnie. Słyszałam, że ponoć kawa wypłukuje magnez czy tam żelazo z organizmu.
Jednak wiecie co Wam powiem? Poranny papieros to całkiem fajna sprawa. Dzisiaj stałam tak sobie i spojrzałam nagle w pewne okno. Zapalone światło, bez firanek, a tam co? Jakiś dorosły mężczyzna z całkiem niezłym ciałem. Stałam tak paląc i patrzyłam na tego faceta bez skrępowania. Miły początek niemiłego dnia. Przynajmniej tyle.
Ogólnie to chyba spełniam swoje dziecięce marzenia. Mając lat dwanaście byłam po uszy zakochana w pewnym Rafale. Rafał ten jest synem znajomych moich rodziców. Przez równe dwa lata nie było dnia, żebym o nim nie myślała. Jednakże ten bezduszny osobnik płci męskiej za każdym razem odrzucał moje uczucia! A teraz, po sześciu latach idę z nim na studniówkę... Oczywiście pod warunkiem, że daty naszych imprez na sto dni przed maturą nie będą ze sobą kolidować. No kurcze... Jaki ten los potrafi być przewrotny! Musiałam czekać na to aż sześć lat! Śmiać mi się chce. Ale to chyba dobrze.
Jeśli zaś chodzi o moje serduszko to nie powiem nic. Albo tylko tyle, że niedaleko mnie mieszka ktoś, kto pociąga mnie bardzo. A nawet bardzo, bardzo. I jak go mijam lub się z nim spotykam nie mogę odepchnąć od siebie nieprzyzwoitych myśli. Ups.
23 października 2006 × komentarze (5)
Każdy jego ruch, gest, spojrzenie spod ciemnej firaneczki rzęs jest niczym sól na rozdrapaną ranę. Działa tak bardzo pobudzająco. I jedynie gdzie tkwi różnica to fakt, iż ten ruch, gest, spojrzenie a nawet czasami dotyk nie boli. I w tym wypadku działa kojąco. Na tyle kojąco, że patrząc na niego dzieje się ze mną coś dziwnego. Mam ochotę zbliżyć swoje usta do jego ust i poczuć ten smak. Ba! Nawet go poczułam tyle, że nie w pełni. Nie tak, jakbym chciała. Było miło. Było bardzo miło. Spotkanie zaproponowałam ja. Nie żałuję. Ani trochę. Bo czego tu żałować? Było rozkosznie. Było tak, jak być powinno.
I tu pojawia się kolejne jesienne zauroczenie. Aż strach pomyśleć co może z tego wyniknąć. Indywiduum niesamowite. Zodiakalny skorpion. Szczery, bezwzględny i zgryźliwy.
- Czym się perfumowałaś bo jak tak zawiewa to mi ładnie pachnie? - spytał, a ja już cała w skowronkach.
Zachowuję się jak typowa nastolatka, która ma radochę z każdego miłego słowa wypowiedzianego z ust jej obiektu westchnień. Bo taka już jestem i doskonale zdaję sobie z tego sprawę.
Oby więcej takich spotkań, oby więcej.
24 października 2006 × komentarze (2)
Nie, nie będę się w tej notatce rozwodzić na temat impresjonizmu i innych takich. Naprawdę, słuchałam na ten temat przez ostatnie półtorej godziny i jak na razie mam dość.
Doszłam do wniosku, że popełniłabym największą gafę w swoim życiu gdybym wybrała jakieś studia związane z naukami ścisłymi. Naprawdę. Zatraciłabym się totalnie. A to nie o to w tym wszystkim chodzi. Trzeba robić to, co się lubi i co jest opłacalne. Po co być wykutym księgowym, wykonywać tą pracę dobrze ale z przymusu? Bez jakiejkolwiek radości, bez poczucia spełnienia. W gruncie rzeczy to każdy może być każdym, wystarczy, że się trochę przyłoży. Nawet największy humanista może nauczyć się matematyki. Tak samo jak każdy matematyk może nauczyć się interpretacji wiersza, obrazu czy innego dzieła. Nie ma rzeczy niemożliwych. Jednak nie każdy człowiek jest w stanie polubić tą matematykę czy te wiersze. I tak sobie myślę... Przez ostatnie dwa (a nawet dwa z kawałkiem) lata mówiłam sobie, że matematyka, biologia i inne przedmioty ścisłe to coś, co chcę wykorzystywać w swojej pracy i ogólnie - w przyszłości. Cholera... Dlaczego nikt mi nie powiedział jak bardzo się myliłam? Pamiętam tylko Panią Kasię (nauczycielkę od języka polskiego), której twarz przybrała zmartwiony wyraz, kiedy usłyszała co chcę robić w życiu. A właściwie co moja mama chciałaby abym robiła.
Przez te swoje marne osiemnaście lat kierowałam się wszystkim tym, co mówili mi rodzice. A szczególnie matka. Nie, nie mam jej tego za złe. No... Może troszeczkę. Mama mówiła mi co mam robić a czego nie robić. O której wracać, jak się ubierać, co robić dalej... Jakie wybierać szkoły. W pewnym momencie wręcz kazała zdawać maturę z tego, tego i tego. Poznałam wielu ludzi, którzy byli po prostu wolni. To oni decydowali kim chcieliby być. A wszystko to bez względu na to, co powiedzą inni. To takie szalone indywidua. Podziwiam ich z całego serca, duszy i z
całego wszystkiego, czym można podziwiać. Czasami staram się aby dorównać im z tą niezależnością. Nie chcę do końca swych dni słuchać innych. Nie pozwolę aby ktokolwiek wybierał za mnie moją drogę. Moje życie, więc ja przejmuję stery. Mama może mi doradzić, wysłuchać ale nie może zdecydować. Nie może się ze mnie śmiać, nie może mi niczego odradzać.
Nie chcę słyszeć, że
na psychologię ciężko się dostać i możesz mieć problem bo tam jest aż szesnaście osób na jedno miejsce. No i co z tego? A dlaczego to właśnie ja nie mogę być wybrana spośród tych szesnastu osób? No dlaczego? A nuż to właśnie ja będę najlepsza i pierwszego października powiem, że jestem studentką psychologii na Uniwersytecie Wrocławskim? Kto powiedział, że nie?
Dlaczego ludzie tak chętnie niweczą, psują, drą cudze marzenia. Dlaczego ingerują w to, co robimy? Bo chcą pomóc... To żadna pomoc! Najbliżsi powinni wspierać! Tym bardziej jeżeli mają do czynienia z osobą dorosłą (co prawda tylko formalnie) i potrafiącą zdecydować co jest dla niej dobre, a co złe. Nie chcę być repliką czyichś pragnień i zachcianek. Nie chcę wysługiwać, że marne moje szanse. Po prostu nie chcę. Tak samo jak dostałam na koniec roku szkolnego czwórkę z matematyki, tak samo mogę się dostać na psychologię.
Nie chcę więcej wysłuchiwać. Nie chcę.
26 października 2006 × komentarze (2)
Nikt już nie może słuchać, wszystkim zbiera się na wymioty, gdy słyszą to imię. A dlaczego? Ponieważ wciąż o Nim mówię. Mówię i mówię... Niektórzy spławiają mnie dziwnym uśmieszkiem, inni mówią wprost. Po prostu oszalałam. Ale co z tego? Mogłam sobie oszaleć. Nic nikomu do tego... Mogą się martwić, mogą mówić, że jestem głupia. Mogą wszystko.
Ale ja po prostu wiem, że to minie. To całe zauroczenie odejdzie daleko, bardzo daleko. Wszystko pięknie utkwi mi w pamięci. Gdy to wspomnę, uśmiechnę się, ale po kilku minutach będę mogła swobodnie, bez żadnych emocji, zmienić temat.
Szczerze mówiąc to jest trochę przerażające. A dlaczego? Ponieważ Aleksander pociąga mnie. Dosłownie. Bez żadnych przenośni, metafor i innych takich. Gdy na niego patrzę, po głowie biegają złośliwe, natrętne i do tego lubieżne myśli. Chyba nigdy nie czułam czegoś takiego do faceta. To znaczy nie w takim stopniu.
Dobrze, że patrząc w oczy nie widać czyichś myśli bo pomyślałby, że jakaś nienormalna jestem. Może nie tyle nienormalna, co po prostu napalona! Tak, nazywajmy rzeczy po imieniu. Może wtedy nie chciałby się ze mną spotykać? Albo spotykałby się jeszcze chętniej?
- Po co ci cyrkiel? Boisz się, że coś ci zrobię? - Spytał śmiejąc się, kiedy oznajmiłam mu, że jeszcze po szkole mam przyrząd do rysowania okręgów.
- Nie, nie boję się - odparłam grzebiąc w torebce.
- Nie boisz się, że coś ci zrobię czy tego co ci zrobię? - spytał patrząc na mnie z dziwnym uśmieszkiem na twarzy.
Podniosłam na niego wzrok i po chwili odparłam:
I tego, i tego. Poczułam pewne napięcie. Dość przyjemne. Po chwili usłyszałam coś w rodzaju:
Oooo..., z nutką zadowolenia.
A tak na marginesie to chyba ojciec przeczytał moje SMSy, które dostawałam od Marcina. Mam ochotę zabić. Co za facet... Ja nie wiem! Dlaczego nawet własny ojciec, czy własna matka nie są w stanie uszanować korespondencji swojego dziecka? A co najśmieszniejsze. W takich SMSach to streszczona jest większa część życia towarzyskiego. Nie rozumiem, naprawdę.
28 października 2006 × komentarze (7)