Wczoraj myślałam, że po prostu zejdę przed komputerem jak oglądałam wyniki rekrutacji. Na stronie internetowej napisali, że papiery mogą składać ci, którzy uzyskali minimum osiemdziesiąt osiem punktów (88)... Wiecie ile ja miałam? Osiemdziesiąt siedem przecinek osiem (87,8)! No szlag... To nawet nie jest jeden punkt tylko dwie dziesiąte. Napisałam e-maila do dziekanatu z pytaniem czy mogłabym jednak złożyć te papiery i jeśli nie to czy w drugim naborze mnie przyjmą. Mam nadzieję, że tak, bo to w końcu jest prawie osiemdziesiąt osiem... Grrr... W każdym razie gdy wysłałam im tą wiadomość to w mojej skrzynce odbiorczej pojawiła się nowa, ze strony pysznego piwa Desperados! Okazało się, że wygrałam skrzynkę Desperadosa z jakimiśtam gadżetami. Kiedyś brałam udział i jestem jedną ze stu szczęśliwców, ha! Bosko!
Za równy tydzień kończę dwadzieścia lat. To straszne, ale prawdziwe. Już nie będzie
naście lat. Swój wiek zacznę liczyć w dziesiątkach. No dobra, wszyscy wiemy, że dwadzieścia to wcale nie tak dużo. W każdym razie pamiętam jak dziesięć lat temu, właśnie w dziesiąte urodziny mówiłam sobie, że jeszcze drugie tyle i mogę wyjść za mąż! Śmiać mi się chce na samą myśl o tym tekście, bo jakoś nie wyobrażam sobie, żeby już mieć męża. Może gdybym jakieś dwa lata temu poznała faceta, z którym chciałabym być już do końca życia to kto wie... No... W zasadzie to spotkałam, ale on myślał inaczej, cóż... Stara historia.
Dzisiaj zadzwoniłam do Michała, żeby zapytać go czy pójdzie ze mną, moją siostrą i kuzynką do zoo, bo to już dawno temu im obiecałam a ja uważam, że trzeba dotrzymywać słowa. Powiedział, że pójdzie, ale tak o siedemnastej. Miałam mu ochotę powiedzieć, żeby się punkął w głowę, bo do zoo chodzi się znacznie wcześniej. Niestety w południe nie mógł iść, bo maszeruje do pracy, mój pracuś, no. Trochę szkoda, że nie dało rady. Trudno się mówi. Zabolał mnie fakt, że nie zaproponował mi spotkania po... Może nie pomyślał o tym bo niedawno wstał? No bo skoro miał chęć pójść z nami do zoo, to przecież miał i chęć spotkania się ze mną, no.
8 lipca 2008 × komentarze (6)
Wstałam o dziewiątej rano z myślą, że na stronie Uniwersytetu Ekonomicznego są już wyniki rekrutacji. Już nawet śniło mi się w nocy, że są! Włączyłąm komputer, nerwowo wystukałam adres uczelni a tam w dziale
Rekrutacja komunikat, że wyniki zostaną ogłoszone wczesnym popołudniem. A pomyśleć, że jak składałam formularz i kopię świadectwa dojrzałości to Pan powiedział mi, że wyniki będą siódmego lipca o północy. Od tego czasu minęło dziesięć godzin a ich wciąż brak. To jest niesprawiedliwe! Trudno, będę musiała to jakoś przeboleć, nie mam wyjścia.
Żeby się nie stresować poszłam do kuchni przygotować sobie śniadanie. Przyrządziłam sos czosnkowy aż z dwóch ząbków, a potem skroiłam pomidorki i zjadłam sobie oto taką sałatkę. Trzeba się brać za siebie. Czas skończyć z tuczącymi tostami, kalorycznymi omletami i białym pieczywem. Nie wiem na jak długo, ale powinnam to wreszcie zrobić.
7 lipca 2008 × komentarze (2)
-
Dobrze ci ze mną? - spytałam leżąc tuż za jego plecami.
-
Ale teraz czy ogólnie?
-
Ogólnie...
-
No masz pare cech, które powodują, że nie powinienem z tobą być. - A mnie zatkało. Miałam ochotę trzasnąć go w te nagie plecy, żeby odbiła mu się tam moja ręka i wyjść, ale musiałam opanować swoje emocje i spokojnie spytałam go o te cechy.
-
Po pierwsze - jesteś dużo młodsza ode mnie... Ty się jeszcze chcesz bawić, a ja...
-
Szczerze? Wolę czas spędzać z tobą niż chodzić na imprezy - odparłam naprawdę zupełnie szczerze. Już od dawna nie mam ochoty na jakieś kluby i imprezy do białego rana (a jak się zdarzają to raz na tak zwany ruski czas).
-
Naprawdę? No... Ale twoje zachowanie w stosunku do mamy. Jakby nie patrzeć to ona też kiedyś byłaby moją mamą, a skoro ona jest według ciebie taka zła... - Nie wiedziałam co mam na to wszystko odpowiedzieć. Leżeliśmy tam obok siebie i nagle on wstał, pokuśtykał do łazienki i przyniósł plaster w płynie ponieważ trochę podrapałam go po plecach i go piekło (nie, nie ze złości). Mój humor diametralnie się zmienił. Po całym zabiegu Michał wstał i poszedł do kuchni, a ja położyłam się na łóżko i ślepo patrzyłam w ścianę. Chciało mi się płakać na samą myśl, że w moim życiu pojawił się facet, który mnie w sobie rozkochał i nagle coś przestało mu się podobać, i koniec.
Nagle usiadł obok mnie.
-
Agatko? Co się dzieje? - spytał (jakby nie wiedział).
-
Skoro nie chcesz się ze mną spotykać to powiedz mi to od razu, a nie... Ja się jeszcze bardziej wkręcę i zranisz mnie mocniej... - powiedziałam patrząc jak zapina spodnie.
-
Ale kto ci powiedział, że nie chcę?
-
Ty...
-
Wcale tak nie powiedziałem. Wiesz... Tu chodzi jeszcze o to jak bardzo wkręcona jesteś.
-
Dobrze wiesz jak. - Po tych słowach odwróciłam się tyłem do niego. Nagle poczułam jak układa swoje ciało obok mojego.
-
Widzisz... Stworzyłaś tag i nie zdefiniowałaś, co on tak naprawdę robi, musisz to zmienić, ale pamiętaj... W XHTMLu, nie? - Zaczęłam się śmiać (chodzi o ten mój prezent dla niego). -
Łatwo jest powiedzieć, napisać... Ale to tylko słowo, to nic wiążącego.
-
Wcale nie tak łatwo - odparłam mijając jego wzrok.
-
Ja bym ci mógł powiedzieć z pięćset razy, że cię kocham!
-
No to powiedz
-
Kocham cię... - Uśmiechnęłam się, a po moim ciele przeszedł mały dreszczyk. Dawno tego od nikogo nie usłyszałam.
-
Miło było to usłyszeć, nawet jeśli to nie jest prawda - stwierdziłam.
-
Ale ja nie powiedziałem, że to nie jest prawda...
-
No to powiedz to jeszcze raz! - Poczułam jego usta przy swoim uchu i nagle wyszeptał...
-
Pewnie cię kocham...
Między nami zapadła cisza. Leżeliśmy tak przez jakieś dziesięć minut całując się i patrząc sobie w oczy. Naprawdę miło było poczuć coś do kogoś i wiedzieć, że ten ktoś też coś do mnie czuje. Michał wstał, nasypał sobie do miseczki płatki, dolał do nich mleka, zjadł po czym stwierdził, że musimy się zbierać. Odprowadził mnie na przystanek i sam poszedł w kierunku domu jego przyjaciela, z którym miał wrócić do rodzinnego miasta na dwa dni. Boże... Co się dzieje, świat się zakręcił.
6 lipca 2008 × komentarze (6)
(c) vitreus 2006 - 2008